Nr 2 * 1 marca 2006



Jacek Andrzej Rossakiewicz

Potrzeba zmian w ekonomii.



Wiele dzisiaj pisze się o innowacjach, gospodarce opartej na wiedzy oraz o społeczeństwie informacyjnym. Wszystkie te pojęcia wróżą duże zmiany także w teorii ekonomii. Nadszedł czas weryfikacji ekonomicznych dogmatów, których najwięcej możemy znaleźć w liberalnej teorii klasycznej oraz jej pochodnych. Spostrzeżenie Johna Maynarda Keynesa, iż trudność polega nie na nowości idei, ale na tym, żeby się wyzwolić od starych poglądów, które są głęboko zakorzenione w każdym, kto otrzymał takie wychowanie jak większość z nas [1] jest nadal aktualne. Keynes był świadom, iż błędów ekonomii ortodoksyjnej, trzeba szukać w niedostatecznej jasności i ogólności jej przesłanek a nie w nadbudowie, która została wzniesiona z wielką dbałością o poprawność logiczną [2]. Pisał: postulaty teorii klasycznej dają się zastosować nie w ogóle, lecz jedynie w przypadku szczególnym, gdyż sytuacja jaką ona zakłada, jest punktem skrajnym spośród wielu możliwych stanów równowagi. Ponadto teoria klasyczna wyposażyła ów przypadek w cechy obce ustrojowi gospodarczemu, w którym żyjemy, i w rezultacie, gdy usiłujemy skonfrontować ją z faktami wziętymi z doświadczenia, okazuje się ona zwodnicza i zgubna [3]. Opinia ta jest prawdziwa także odnośnie współczesnych teorii monetarystycznych, bowiem interwencjonizm nie zmienił natury systemu finansowego. Praktyka kreacji długów prowadzona w miejsce emisji normalnych pieniędzy nawet się rozszerzyła. Bankierzy zintensyfikowali swoje działanie polegające na zadłużaniu ludzkości. Dieter Stuhr napisał: Obecna zachodnia gospodarka wolnorynkowa, pomimo swej ogromnej sprawności, cierpi na znaczne niedomogi pieniężnego systemu transakcyjnego. Usunięcie niedostatków tradycyjnego systemu pieniężnego mogłoby nie tylko zwiększyć gospodarczą efektywność systemu wymiany wolnorynkowej, ale i jej godziwość i sprawiedliwość społeczną [4]. Naszym zadaniem jest twórcza kontynuacja myśli i działania ekonomistów ożywionych duchem współpracy i publicznego dobra. Najbardziej efektywnym sposobem działania będzie ukazanie dwu aspektów:

1. Pozytywnej wizji sprawiedliwego systemu finansowego.

2. Błędów tradycyjnej ekonomii, które utrudniają a czasami wręcz uniemożliwiają osiągnięcie pozytywnych celów gospodarowania.


Okazuje się, że pozytywne idee są równie głęboko zakorzenione w tradycji ekonomii, jak i ekonomiczne błędy. Niestety pozytywne idee są blokowane przez wadliwe myślenie. To co absurdalne rozpanoszyło się powszechnie i niszczy społeczeństwa. Chodzi więc o to, aby wydobyć, uwypuklić i rozwinąć to, co jest w ekonomii pozytywne, a odrzucić to, co jest jałowe lub prowadzi do społecznej niesprawiedliwości. Warto wyciągnąć wnioski z teorii o moralnym starzeniu się ludzkiej wiedzy, Tym bardziej, że we współczesnej teorii finansów nie mamy do czynienia z wiedzą, ale z rodzajem szkodliwego zabobonu, wywiedzionego z chciwości i z lęku przed inflacją.


Teoretykom ekonomii klasycznej udało się przede wszystkim zmienić tradycyjne, negatywne wyobrażenie o lichwie. Lichwa już jako stopa procentowa zaczęła być traktowana z szacunkiem jako cena pieniądza i skuteczny sposób walki z inflacją”. Można tu zastosować słowa Keynesa: Mimo woli przychodzi tu na myśl analogia między wpływem szkoły klasycznej w teorii ekonomii a wpływem niektórych religii. O wiele dobitniejszym sprawdzianem potęgi jakiejś idei jest bowiem wykorzenienie przez nią wiary w to, co oczywiste, niż wprowadzenie do powszechnie uznawanych pojęć czegoś tajemniczego i dalekiego [5]. Teoretykom liberalizmu udało się wykorzenić przeświadczenie o patologii lichwy.


Promocja lichwy szła w parze z odrzuceniem i szkalowaniem normalnej EMISJI pełnowartościowych pieniędzy, których nie trzeba zwracać. Emisja została uznana za źródło wszelkiej inflacji. (Wulgarna postać takiej teorii przybrała formę równania dodruk = kradzież”). Inny wątpliwej natury sukces teorii klasycznej to wprowadzenie tajemniczego prawa Saya: Podaż sama stwarza dla siebie popyt. Prawo to było zasadne, ale w epoce handlu wymiennego. W gospodarce opartej na wymianie pieniężnej, wielkość wymiany (i pośrednio wielkość produkcji) zależy od ilości pieniędzy. Ich niedobór na rynku (w społeczeństwie) może sprawić, że popyt na dobra nie podąża za ich podażą. Efektem może być zapaść gospodarcza, realizowana u nas ostatnio pod hasłem schładzania gospodarki. W myśl prawa Saya, będącego dzisiaj jedynie złudzeniem: nadmierna podaż jest niemożliwa, popyt jest zawsze wystarczający lub pieniądza nigdy nie brakuje. A skoro go nie brakuje, więc nie ma powodu, aby go emitować. Oba twierdzenia: (prawo Saya i przekonanie iż emisja prowadzi do inflacji) doprowadziły do zarzucenia normalnej emisji pełnowartościowych pieniędzy i zastąpienia jej pożyczkami. Dzisiaj emisję traktuje się jako impuls inflacyjny, natomiast kreacja długów (kredyt) i ich oprocentowanie uważane jest za koło zamachowe gospodarki. Niestety zadłużenie jest w gospodarce: hamulcem oraz biczem dla kredytobiorców, a nie kołem zamachowym. Taki fałszywy obraz ekonomiczny zaszczepiany jest w procesie edukacji. Młodych ludzi wychowuje się na zwolenników lichwy, czyli tego, co w przyszłości będzie niszczyć społeczeństwa, w których żyją. W społeczeństwie informacyjnym i w gospodarce opartej na wiedzy nie powinno to mieć miejsca. W następnym artykule prześledzimy historię wprowadzania fałszywego obrazu ekonomicznego w zakresie emisji pieniędzy.


Przypisy:

[1] John Maynard Keynes, Ogólna teoria zatrudnienia, procentu i pieniądza, wyd. III, Warszawa 2003, s. 3-4. Wychowanie oznacza tutaj efekt oddziaływania edukacyjnego prowadzący do wyznawania liberalnych poglądów ekonomicznych.

[2] Tamże s. 1.

[3] Tamże, s. 5.

[4] Prof. dr Dieter Suhr, System Pieniądza Neutralnego. Krytyczna analiza tradycyjnego pieniądza i pieniądz neutralny jako finansowa innowacja, Uniwersytet w Augsburgu, 1990. Por. http://www.barter.org.pl/system_pieniadza_neutral.php

[5] J. M. Keynes, dz. cyt. s. 317.




Równanie emisji


Uwarunkowania historyczne.


Podstawy ilościowej teorii pieniądza stworzył John Locke (1632-1704). Twierdził, że poziom cen zależy wprost proporcjonalnie od ilości pieniądza, przy czym definiując tę ostatnią wziął po uwagę taki czynnik, jak Ťszybkość obieguť” [1]. Po około stu latach, w 1810 roku, twierdzenie Johna Lockea zapisał algebraicznie David Ricardo (1772-1823) w równaniu: MV=PT, przy czym robiąc to od razu wykoślawił jego znaczenie ograniczając interpretację równania do stwierdzenia, iż przy stałej produkcji (T) i stałej szybkości obrotu (V) dodatkowa ilość pieniądza (M) prowadzi do wzrostu cen (P). Nie wspomniał o tym, co należałoby zrobić, gdy następuje wzrost produkcji (T), czyli ilości dóbr: towarów i usług, bo wówczas łatwo byłoby z podanego przez niego równania wyprowadzić równanie emisji: ΔM=ΔTP/V, gdzie Δ to przyrost. Zamiast tego, aby raz na zawsze wyeliminować emisję normalnych, pełnowartościowych pieniędzy Ricardo stwierdził, że emisja papierowych banknotów powinna być uzależniona od ilości złota [2]. W ten sposób Ricardo uprzywilejował kredyt, mnożony za zasadzie zapisów w księgach i wypisywania papierowych czeków, ale bez jakiegokolwiek kruszcowego ograniczenia. Takie rozwiązanie było nad wyraz korzystne dla finansowego city, gwarantowało olbrzymi i łatwy zysk z lichwy, toteż Ricardo znalazł poklask tych środowisk. J. M. Keynes pisał: U podstaw systemu Ricarda, na którym przez ponad wiek opierała się teoria ekonomi, tkwiła myśl, że problem funkcji łącznego popytu można z powodzeniem pominąć. Na próżno Malthus energicznie sprzeciwił się twierdzeniu Ricarda, że popyt efektywny nie może być za mały. Nie będąc w stanie (poza odwołaniem się do faktów znanych z życia codziennego) objaśnić z dostateczną precyzją, w jaki sposób i dlaczego popyt efektywny bywa za mały lub za duży, nie zdołał on stworzyć konstrukcji myślowej, która by mogła zastąpić doktrynę Ricarda. Ricardo opanował tedy Anglię tak niepodzielnie, jak Święta Inkwizycja Hiszpanię. Nie tylko teoria jego została uznana przez City, mężów stanu i świat naukowy, lecz również co więcej zamilkły wszelkie spory na ten temat. Problem przestał być przedmiotem dyskusji po prostu znikł bez śladu. Wielka zagadka popytu efektywnego, którą usiłował rozwiązać Malthus, znikła z kart literatury ekonomicznej. Nie ma o niej żadnej wzmianki we wszystkich dziełach Marshalla, Edgewortha i Pigon, w których to dziełach teoria klasyczna otrzymała najdoskonalszą postać. Problem ten miał istnieć tylko w ukryciu, w podziemnym świecie Karola Marksa, Silvio Gesella i majora C. H. Douglasa. (...) Jest coś dziwnego i tajemniczego w tym, że zwycięstwo Ricarda było tak przytłaczające. Teoria jego miała widocznie liczne i różnorakie walory dla środowiska, do którego dotarła to, że wypływały z niej wnioski odmienne od sądów zwykłych śmiertelników, przysparzało jej jak sądzę powagi naukowej, natomiast to, że jej praktyczne zalecenia były twarde i często przykre, zdobiło ją cnotą. To, że można było na niej oprzeć rozległą a zwartą konstrukcję logiczną, dodawało jej uroku. To, że przedstawiała krzywdy społeczne i jawne okrucieństwo jako nieuniknione epizody na drodze postępu, a wszelkie usiłowanie zmiany tego stanu rzeczy jako raczej szkodliwe niż pożyteczne, zjednywało jej względy władz. A to, że usprawiedliwiała swobodę działania każdego poszczególnego kapitalisty, zapewniało jej poparcie panującej klasy społecznej stojącej za władzami.[3].


W 1911 roku, po kolejnych stu latach od czasu Ricarda (i Lockea) Irving Fisher (1867-1947) zmodyfikował klasyczne równanie ricardiańskie do postaci: MV+MV=PT, wielkość M określała ilość pieniądza kredytowego (dłużnego) wykreowanego przez bank, a V szybkość obrotu tym pieniądzem [4]. Równanie to było odzwierciedleniem faktu pojawienia się nowego rodzaju pieniądza; bankowego pieniądza dłużnego. Był to nowy (w stosunku do dawnego pieniądza kruszcowego) środek płatniczy obłożony kłopotliwymi odsetkami, ale mnożony bez ograniczenia kruszcowego co było jego jedyną, ale podstawową zaletą, a także efektem podstępu, bo papierowe banknoty też można było tak mnożyć, gdyby nie akceptacja wskazań Ricardo). Bankowy pieniądz dłużny był w pełni kontrolowany przez banki; po pierwsze: w zakresie jego ilości, po drugie: przeznaczenia co do celów i osób, po trzecie: oprocentowania. O ilości tego pieniądza będącego długiem decydowali bankierzy udzielając lub nie udzielając kredytów, kształtując stopę rezerw obowiązkowych i stopy procentowe. Ponieważ pieniądz bankowy nie miał ograniczenia kruszcowego, można go było mnożyć według potrzeb; spajając emisję z udzielaniem kredytowej pożyczki. Nic więc dziwnego, że słaby pieniądz dłużny (M) wyparł stary, kruszcowy, silny pieniądz pełnowartościowy (M). Dzisiaj pieniądz dłużny M dominuje niemal na całym świecie. Jego dominacja dotyczy nie tylko finansów, gospodarki i stosowanej ekonomii, ale także szkolnictwa. Oryginalne równanie Fishera: MV+MV=PT zostało usunięte z teorii ekonomii i programów nauczania, jako zbyt prawdziwe; wskazujące na istnienie jakiegoś innego pieniądza (M) poza bankowym oprocentowanym długiem (M).


Powrót do emisji pełnowartościowych pieniędzy


Oryginalne równanie Fishera znikło z kart literatury ekonomicznej, zastąpiono je równaniem ricardiańskim: MV=PT, z tym, że obecnie symbol M odnosi się w nim także do pieniądza bankowego, kreowanego jako oprocentowany dług. Przekształcenie tego równania do postaci; M=PT/V jest znane w teorii ekonomii; jest zapisywane nieco inaczej M=(1/V)Py i nazywane popytem na pieniądz, ale nie traktuje się go dzisiaj jako uzasadnienia i podstawy do emisji. Pojęcie normalnej emisji zostało ostatecznie wyparte przez czynność kreowania długu, w którym emisja została związana z procedurą udzielania pożyczki (zaciągania kredytu). Zadaniem światłych ludzi jest powrót do emisji. Emisję trzeba oddzielić od zaciągania pożyczki, bowiem są to zupełnie inne czynności i pojęcia. Pojęcie emisji pieniędzy w ekonomii klasycznej w ogóle nie występowało, bowiem teoria klasyczna była kształtowana na potrzeby lichwiarzy i miała za zadanie wyrugować emisję z ekonomicznego myślenia (patrz: prawo Saya). Przywrócenie tego pojęcia i podanie sposobu obliczania kwot emisji jest naszym zadaniem. Chodzi o wyliczenie takich kwot, które nie będą zmieniały proporcji pomiędzy ilością towarów a ilością pieniędzy; nie będą więc stanowić czynnika generującego inflację. Kwoty pożyczek, udzielonych kredytów staną się czynnikiem dodatkowo zwiększającym obrót, ale kwoty te nie powinny stanowić sposobu kreacji pieniądza. Kredyt, kiedy jest udzielany z depozytów, nie jest emisją, jest pożyczką i spełnia właściwie swoje zadanie powiększania obrotu.

Przyjmuje się, że wyrażenie Py ­ występujące w równaniu: M=(1/V)Py można zastąpić produktem krajowym brutto (PKB). Zaś szybkość obiegu pieniądza V oblicza się według wzoru: V=Py/M, podstawiając w miejsce M wielkość M1, czyli sumę gotówki w obiegu, oraz wkładów płatnych na żądanie [5]. Wówczas V=PKB/M1. Tak obliczona wartość V (jako współczynnik liczbowy) może zostać użyta do obliczenia wielkości, zakładanej, bezinflacyjnej emisji pełnowartościowego pieniądza (M) przypadającej na każdy rok: ΔM=ΔPKB/V. Wielkość ΔM nie jest wówczas jakimś nieokreślonym popytem na pieniądz, który należy zaspokoić lub zniwelować” poprzez kreację długów. Wielkość ΔM jest określeniem zapotrzebowania na pieniądz, jakie wynika ze wzrostu produkcji. Przede wszystkim zaś jest to wynagrodzenie należne całemu społeczeństwu za jego owocną pracę, coś w rodzaju premii, która ma bardzo ważne znaczenie ekonomiczne, bowiem pozwala wykreować efektywny popyt odpowiadający wzrostowi produkcji. To wynagrodzenie i zapotrzebowanie może i powinno zostać zrealizowane poprzez emisję pełnowartościowego pieniądza (M z oryginalnego równania Irvinga Fishera), który będzie służyć całemu społeczeństwu. Kwota M wyemitowana Pro Publico Bono (dla dobra publicznego) może zasilić budżet, czyli pozostać w gestii rządu po akceptacji budżetu przez Parlament lub zostać rozdysponowana pomiędzy obywateli.


Kwota ΔM jest kwotą pełnowartościowego pieniądza stanowiącego w porównaniu do znanych i obecnie używanych agregatów pieniężnych: M0, M1, M2 i M3 nową kategorię. Agregaty pieniężne od M0 do M3 są obciążone długiem, są to pochodne bankowego pieniądza dłużnego (M z oryginalnego równania Irvinga Fishera). Nawet kwota M0 jest powiększana jako zadłużenie państwa i jest kreowana na podstawie emisji rządowych papierów dłużnych. Do obliczenia ΔM siłą rzeczy będziemy posługiwać się agregatami M, gdyż to one są obecne w systemie monetarnym a więc i w jego statystyce. Nie jest to wygodne i może być powodem błędu w obliczeniach, jednak od czegoś trzeba zacząć.



Wielkość emisji



Tabela Nr 1. Wielkość emisji Pro Publico Bono w mld zł. (kolumna 5 - DM) dla Polski przypadająca na lata 1996-2005, (na tle innych wskaźników).


1

2

3

4

5

6

7

8

Rok

PKB

w mld zł.

M1 (z XII)

w mld zł.

V

ΔM

w mld zł.

ΔM jako

% PKB

M0 (XII)

w mld zł.

M3 (XII)

w mld zł.

1995

337,2







1996

422,4

67,9

6,2

13,7

3,2

34,2

140,4

1997

515,4

79,2

6,5

14.3

2,8

42,3

179,6

1998

600,9

89,9

6,7

12,8

2,1

53,6

223,9

1999

666,3

111,4

6,0

10,9

1,6

52,8

268,9

2000

744,6

106,5

7,0

11,1

1,5

48,7

300,8

2001

779,2

118,3

6,6

5,2

0,7

59,7

328,4

2002

807,9

136,6

5,9

4,9

0,6

62,0

322,0

2003

842,1

158,1

5,1

6,7

0,8

66.3

340,0

2004

922,2

175,7

5,2

15,4

1,7

69,2

369,5

2005

967,7

208,0

4,6

9,9

1,0

70,5

412,3



wzrost

140,1


suma

104,9

średnio

1,6%

wzrost

36.3

wzrost

271.9


Dane PKB według GUS. (PKB w 2005 roku - dane szacunkowe)

Dane agregatów pieniężnych M0, M1, M3 według NBP.


Tabela Nr 1 zawiera dane o rocznym PKB oraz o wielkości agregatów pieniężnych M0, M1 i M3 z grudnia danego roku (dane nominalne). Kolumna 4 to szybkość obrotu: V=PKB/M1. Kolumna 5. ukazuje kwoty ΔM - emisji pełnowartościowego pieniądza; nie będącego długiem, ani nie pochodzącego z zadłużenia państwa, czy też jego obywateli, obliczone według wzoru ΔM=ΔPKB/V. Kolumna 6 określa wielkość emisji ΔM w proporcji do PKB z danego roku.


Kwoty ΔM nie są tożsame z żadnym wskaźnikiem agregatów pieniężnych M0-M3. Jeżeli jednak uzasadnione byłoby porównanie ich do jakiegoś agregatu to do M0, gdyż M0 są to kwoty zależne od NBP. (Wzrost M1 choć wyższy od ΔM jest uwarunkowany działalnością banków komercyjnych i obejmuje kreację pieniędzy dłużnych. Dla porównania w latach 1997-2004 całkowity wzrost pieniądza M3 wyniósł: 189,9 mld zł. a wzrost zadłużenia gospodarstw domowych, przedsiębiorstw i sektora budżetowego 197,8 mld zł).

Porównanie postulowanego wzrostu ΔM ze wzrostem M0 w latach 1996-2005, czyli: 104,9 mld zł. do 36,3 mld zł. wskazuje na prawie trzykrotne ograniczenie możliwej podaży pełnowartościowego pieniądza. Na dodatek rzeczywisty wzrost M0 polegał na zadłużeniu państwa. ΔM nie jest żadnym długiem. Jest to powrót do zaniedbanego prawa do emisji, (seniorat) jakie NBP przysługuje konstytucyjnie i jakie bank ten powinien realizować w imieniu Narodu kierując się jego dobrem. Kwotę ΔM można byłoby po prostu dodać do agregatów M0-M3 - pochodnych M', (zgodnie z oryginalnym równaniem Fishera: M+M').

Monetyzacja gospodarki za pomocą M0 (M0/PKB) w roku 1996 wynosiła 8,1% zaś w roku 2005 tylko 7,3%. Gdyby dodać przyrost DM do M0, monetyzacja ta wyniosłaby 18,1% (choć wówczas PKB też byłby już inny) Relacja M0 do M3 w 1996 roku wynosiła 24,4% a w 2005 roku już tylko 17,1%. Spadła o 7,3%, czyli prawie o 1/3. Wzrost ilości pieniędzy M zmniejszyłby potrzebę zaciągania długów M'. Obfitość pieniądza zmniejsza lichwiarskie ceny i procenty (G. Malynes). Jednak gdyby ludzie chcieli, zaciągaliby także kredyty a poziom monetyzacji kredytowej także mógłby wzrosnąć, gdyby zwiększyła się ludzka zdolność kredytowa. Oczywiste jest, że im większa, zasadna monetyzacja gospodarki, tym większy jest jej produkt. Polska ma przynajmniej dwukrotnie niższy poziom monetyzacji w stosunku do poziomu monetyzacji w krajach starej UE. Tężnicę trzeba zlikwidować przede wszystkim.


Wnioski


1. NBP nie prowadzi monetyzacji gospodarki za pomocą odpowiedniej ilościowo emisji pieniędzy. Zaniedbuje emisję pieniądza, na korzyść kreacji długów przez banki prywatne. Prowadzenie takiej polityki monetarnej szkodzi interesom Narodu Polskiego i powinno być uznane za niezgodne z celami ustrojowymi Rzeczypospolitej Polskiej, określonymi w art. 1 Konstytucji R.P.

2. Należy wyemitować kwotę 9,9 mld zł. jako monetyzację przyrostu dóbr w 2005 roku i przeznaczyć ją na najpilniejsze społecznie potrzeby: np. na zasiłki dla najbiedniejszych lub modernizację zagrożonych bankructwem zakładów przemysłowych (lub ~260 zł. dla każdego obywatela).

3. Kwota monetyzacji za lata 1996-2004 to 95 mld zł. (~2500 zł. na statystycznego obywatela). Wykorzystanie tej kwoty powinno być rozłożone w czasie i dokonywane sukcesywnie (budownictwo służba zdrowia, nowoczesne technologie), tak aby gospodarka i społeczeństwo mogły ją wchłonąć bez niebezpieczeństwa popadnięcia w inflację.

4. Należy dążyć do uzupełnienia monetyzacji poprzez kreowanie oprocentowanych długów, monetyzacją za pomocą pełnowartościowych pieniędzy. Jest to powrót państwa do jego konstytucyjnych zadań regulujących społeczną gospodarkę rynkową, zamiast jej bankowego "schładzania" i zadłużania. (Ingerencja jest potrzebna za względu na złą pracę NBP. W zasadzie są to typowe zadania banku centralnego i on sam powinien je wykonywać.

5. Teoretyczną wiedzę i praktykę powrotu do emisji-monetyzacji za pomocą pełnowartościowych pieniędzy trzeba upowszechniać w krajach UE oraz na świecie.


Przypisy:


[1] Por. Wojciech Morawski, Zarys powszechnej historii pieniądza i bankowości, Warszawa 2002, s. 92.

[2] David Ricardo, The Hight Price of Bullion, Por. W. Morawski, dz. cyt. s. 108.

[3] J. M. Keynes, Ogólna teoria... wyd. cyt. s. 30-31.

[4] Irving Fisher, The Pourchasing Power of Money, Por. W. Morawski, dz. cyt. s. 110.

[5] M0 - baza monetarna, najwęższa koncepcja miary pieniądza, obejmująca wartość krążącego w gospodarce pieniądza gotówkowego, wyemitowanego przez bank centralny, oraz wartość rachunków bieżących banków komercyjnych w banku centralnym, za pomocą których dokonują one codziennych rozliczeń między sobą oraz z NBP, a także rachunków rezerwy obowiązkowej.

M1 - obejmuje oprócz pozycji z M0 całą wartość depozytów na żądanie w złotych i walutach obcych w bankach komercyjnych osób prywatnych, podmiotów gospodarczych i niebankowych instytucji finansowych.

M2 - M1 plus wszystkie depozyty w bankach komercyjnych o terminie zwrotu do 2 lat włącznie

M3 - najszersze pojęcie pieniądza, zawierające oprócz pozycji z M2 bankowe papiery dłużne o terminie zwrotu nie przekraczającym 2 lata oraz zobowiązania banków z tytułu operacji z przyrzeczeniem odkupu, przeprowadzonych przez banki z podmiotami niebankowymi.



Społeczna własność kapitału.



Społeczna własność kapitału jest to inne, właściwe określenie Demokracji finansowej. Wynika ono z pism papieskich: O uspołecznieniu można mówić tylko wówczas, kiedy zostanie zabezpieczona podmiotowość społeczeństwa, to znaczy, gdy każdy na podstawie swej pracy będzie mógł uważać siebie równocześnie za współgospodarza wielkiego warsztatu pracy, przy którym pracuje wraz ze wszystkimi. Drogą do osiągnięcia takiego celu mogłaby być droga połączenia, jeśli to jest możliwe, pracy z własnością kapitału. (Jan Paweł II, Laborem exercens, III, 14). Teoria demokracji finansowej odpowiada pozytywnie na wątpliwość Papieża zawartą w słowach; jeśli to jest możliwe. Tak, jest to możliwe. Jest to w naszym zasięgu. Jest to pomiędzy nami.

Emisja pełnowartościowego pieniądza, który jest własnością całego Narodu, w miejsce kreacji oprocentowanych długów, pozwoli nam odzyskać utraconą finansową suwerenność. Za tą suwerennością podąży rozwój gospodarczy i kulturalny. Odbudujemy Rzeczypospolitą, która została ekonomicznie spustoszona przez środowiska liberalne i postkomunistyczne w okresie tzw. transformacji.

Realizacja demokracji i suwerenności finansowej nie może oznaczać powrotu do kapitalizmu i do bezmyślnego użycia. Uda się, kiedy będzie to powrót do idei właściwych monoteizmowi. Wiara i miłość do Boga jest duchową i intelektualną podstawą demokracji finansowej. To z tej wiary właśnie płynie ludzka i gospodarcza pomyślność, troska i odpowiedzialność, motywacja do pracy i dbałość o społeczną sprawiedliwość. Matematyczna poprawność systemu finansowego wspiera ludzkie działania, ale nie wystarczy. Samo nic się nie zrobi. Bez pracy, wiary i miłości, bez zaangażowania i troski nie uda się osiągnąć pomyślności i sprawiedliwości społecznej. Dobrze wiedział o tym Prymas Tysiąclecia, Stefan Kardynał Wyszyński, który nawoływał do dobrze pojętego patriotyzmu, ale przede wszystkim do wiary w Boga: Po Bogu więc, po Jezusie Chrystusie i Matce Najświętszej, po całym ludzie Bożym, nasza miłość należy się przede wszystkim naszej Ojczyźnie, mowie, dziejom i kulturze, z której wyrastamy na polskiej ziemi.


Jacek Andrzej Rossakiewicz


Warszawa, 1 marca 2006



home

Dokument przekształcony na HTML

za pomocą Pajączek NxG Professional v5.9.1