Nr 5  *  29 czerwca 2006                                                      




JAK FUNKCJONUJE WSPÓŁCZESNY

ODSETKOWY SYSTEM FINANSOWY



OPIS DOSŁOWNY


Jacek Andrzej Rossakiewicz    


    Liberalni ekonomiści i bankierzy przyzwyczaili nas (społeczeństwa europejskie) do odsetek. Traktowane są one jak normalny zysk z prowadzenia działalności gospodarczej. Tymczasem mnożenie pieniędzy poprzez odsetki nie ma prawie nic wspólnego z realną gospodarką i sprawia, że realna gospodarka schodzi na dalszy plan w zainteresowaniach finansistów. Najbardziej dochodowy staje się obrót pieniądzem i czerpanie korzyści finansowych z posiadania pieniędzy.


   Taka sytuacja prowadzi nie tylko do lekceważenia ludzkich potrzeb oraz konieczności ich zaspokajania co jest w istocie podstawowym celem i zasadniczą motywacją gospodarowania. Taka sytuacja prowadzi do formułowania doktryny schładzania gospodarki, za którą kryje się nic innego jak chęć prowadzenia depopulacji narodów. Najważniejszym czynnikiem depopulacji narodów (także europejskich) jest lichwa i jej najbardziej rozwinięta forma; emisja oprocentowanych pieniędzy dłużnych. Aby to zrozumieć trzeba prześledzić matematyczne konsekwencje wprowadzenia odsetek i emisji pieniądza jako długu.  Zależność życia społecznego narodu od systemu finansowego jaki w nim panuje zostanie wówczas ukazana w pełni. 


    Podstawą ukonstytuowania odsetek w systemie finansowym jest wypracowanie koncepcji zmienności wartości pieniądza w czasie; zgody na tę zmienność i akceptację jego konsekwen-cji. Wielu autorów podkreśla potrzebę ukonstytuowania takiej zmienności, a kiedy im się to uda, czyni sobie z tego zasługę. Tymczasem ukonstytuowanie takiej zmienności jest niepotrzebne, gdyż o wiele bardziej korzystnym zjawiskiem jest niezmienność wartości pieniądza w czasie, czyli stałość cen. Dbałość o stabilność cen, czyli o wartość pieniądza, nie może iść w parze z oprocentowaniem pieniędzy. Postulat pogodzenia tych dwu zjawisk to liberalna utopia monetarna. Jej realizacja prowadzona na siłę przez liberalne władze finansowe skutkuje wprowadzaniem coraz większych dysproporcji majątkowych, czyli strukturalnej niesprawiedliwości społecznej. Dążenie do realizacji liberalnej utopii monetarnej, prowadzi do społecznej destrukcji. Dążeniom tym towarzyszy uzasadnianie wprowadzanej destrukcji jako rzekomej dziejowej konieczności, co jest oczywiście olbrzymim nieporozumieniem mówiąc najdelikatniej.

    Zgoda na wprowadzenie zmiennej wartości pieniądza w czasie i jej realizacja to podstawowa przyczyna inflacji. Jeżeli zgromadzony i tezauryzowany pieniądz ma przynosić zyski (odsetki jako nagroda za oszczędność” lub wynagrodzenie za ryzyko) wówczas przy założeniu tego samego poziomu produkcji i świadczenia usług stopa procentowa równa się stopie inflacji. Oczywiście poziom produkcji bywa zmienny. W przypadku spadku produkcji oprocentowanie dodatkowo powiększa inflację, a w przypadku wzrostu produkcji stanowi monetyzację przyrostu dóbr. Kiedy wzrost masy finansowej w wyniku naliczenia odsetek równa się wartości wzrostu produkcji, przyrost dóbr zostaje zmonetyzowany w pełni a wartość tego wzrostu staje się własnością posiadaczy zgromadzonych pieniędzy? Oszczędzanie lub wynagrodzenie za ryzyko staje się wówczas sposobem przejmowania wypracowanego majątku, a samo posiadanie pieniędzy sposobem uzyskiwania dochodu. Dysproporcje majątkowe powiększają się. Kiedy stopa procentowa jest mniejsza niż wzrost produkcji pozostaje pewna nie zmonetyzowana nadwyżka towarów, która może być wchłonięta przez rynek na zasadzie zwiększenia obrotu przy użyciu pieniądza istniejącego lub poprzez uruchomienie nowych środków płatniczych; 1. dokonanie emisji pełnowartościowych pieniędzy lub 2. przez przeprowadzenie akcji kredytowej.


Zwolennicy oprocentowania traktują każdą emisję pełnowartościowych pieniędzy, (nawet takich na które jest towarowe pokrycie), jako impuls inflacyjny, dążąc do wyeliminowania emisji pieniądza narodowego. Czynią w ten sposób miejsce dla kredytu. Zaś kredyt zazwyczaj jest udzielany przez banki na zasadzie kreacji pieniędzy dłużnych. Nie jest to pożyczka z depozytów, ale wykreowanie nowych zapisów: krypto-emisja pieniędzy, a raczej oprocentowanych długów pod pozorem udzielenia pożyczki z depozytów. Banki tę emisję długów przedstawiają w dwojaki sposób:  1. jako pożyczkę z depozytów,  2. jako kreację pieniądza.

Te wytłumaczenia są oczywiście sprzeczne, ale w praktyce funkcjonują obok siebie i spełniajążne funkcje. Pierwsze wytłumaczenie przeznaczone jest dla kredytobiorców i służy do uzasadnienia konieczności zwrotu wykreowanych pieniędzy. Drugie wytłuma-czenie przeznaczone jest dla posiadaczy kont (w tym producentów kredytowanych towarów) i ma ich przekonać, że bank posiada pełne pokrycie na zwiększoną (udzielonym kredytem) wysokość ich konta.


    Wielu ludzi traktuje bank jak pośrednika pomiędzy deponentem pieniędzy, producentem dóbr (rzeczywistym kredytodawcą) a kredytobiorcą. Byłoby tak w istocie gdyby bank udzielał kredytów z depozytów.  Ilość kredytów byłaby limitowana wysokością depozytów. Po udzieleniu kredytów skarbiec banku byłby pusty. Pozostałaby jedynie pewna nie pożyczona rezerwa. W istocie jednak bank nie pożycza pieniędzy z depozytów, kreuje nowe zapisy na kontach dłużników (kredytobiorców) i producentów (realnych kredytodawców), a ta akcja kredytowa sięgając wielokrotności zgromadzonych depozytów jest po prostu krypto-emisją pieniądza. (W Polsce emisja ta jest niezgodna z konstytucją). Pomimo udzielania kredytów ponad ilość zgromadzonych depozytów banki pękają w szwach od pieniędzy. Wykreowany pieniądz przynosi oczywiście zyski odsetkowe jak typowa (pochodząca z pożyczki depozytowej) lichwa, ale na tym nie koniec. Wykreowany jako pożyczka pieniądz przynosi także zysk pochodzący z kreacji, czyli krypto-emisji. Wystarczy stworzyć takie warunki, w których kreowany przez prywatny bank pieniądz nie będzie musiał być zamieniany na banknoty, (a dzieje się tak obecnie poprzez usprawnienie obrotu elektronicznego; przelewy, elektroniczne karty płatnicze), a kwota kredytu nie zostanie zamieniona przez producenta (realnego kredytodawcę) na banknoty (emitowane w Polsce przez NBP) i będzie stanowić zysk banku w stu procentach, plus odsetki. Wówczas bank nie czerpie dochodu jedynie z prowizji i odsetek (do czego się oficjalnie przyznaje), ale także z faktu wyemitowania kwoty kredytu netto (co pokrywa milczeniem), czyli osiągnie przychód całkowity równy sumie kwoty kredytu, prowizji i odsetek.


    Ten jakże dochodowy dla banków prywatnych efekt kreacji pieniędzy dłużnych, jest w Polsce zmniejszany nieco przez obecność na rynku banknotów NBP. (Kraje i narody, w których bank centralny jest bankiem prywatnym, np. FED w USA, nie mają takiej ochrony). Monopol na emisję banknotów przez NBP ogranicza zysk banków prywatnych, które muszą czasami pożyczać banknoty z banku centralnego na wypłaty dla części swoich klientów. Ale praktyka ta ma miejsce tylko wówczas, kiedy wierzyciele przychodzą do banku po gotówkę tak często, że bankowi prywatnemu zaczyna brakować gotówki. Wówczas, na zamówienie banku prywatnego, NBP pożycza bankowi prywatnemu banknoty na procent (wg stopy lombardowej) lub nawet emituje nowe banknoty (zleca ich dodruk Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych). Wówczas na skutek prywatnej akcji kredytowej wzrasta ilość banknotów w Polsce. Przy generalnej niechęci władz NBP do emisji jest to jedyny powód emitowania pełnowartościowych pieniędzy, ale i one niestety pochodzą z zadłużenia. Pośrednictwo banknotów zmniejsza nieco zysk banku prywatnego (dokładnie o niewielkie odsetki płacone NBP), ale wcale nie czyni banku prywatnego jedynie pośrednikiem pomiędzy kredytobiorcą a producentem, ani tym bardziej deponentem. Banki prywatne, także w Polsce, są największymi emitentami pieniędzy. W roku 2005 na skutek ich działalności przybyło w Polsce 37 mld zł. (ΔM2) z czego NBP wyemitował jedynie 1.3 mld zł. W tym samym roku dochód NBP (odprowadzany do skarbu państwa) został obliczony na 1.2 mld zł., czyli nieco mniej niż emisja. Tak oto prezes NBP unikając emisji zafundował prywatnym bankom 35.7 mld zł a dla narodu polskiego zarobił jedynie 1.2 mld zł. (Dane za całe ostatnie dziesięciolecie zostały uwidocznione w Demokracji Finansowej Nr 3 i Nr 4).


   W przypadku dominacji pieniądza elektronicznego, kiedy nie ma potrzeby zamieniać wykreowanych kwot na banknoty, kwota kredytu powiększona o prowizję i odsetki staje się w całości własnością banku. Podczas udzielenia kredytu (np. wysokości 100% ceny zakupu mieszkania) bank zapisze po prostu na koncie dewelopera kwotę za to mieszkanie, a na koncie kredytobiorcy kwotę długu. Deweloper będzie mógł korzystać z wykreowanych pieniędzy, które mu się należą, bo stanowią monetyzację mieszkania, a kredytobiorca będzie musiał zwrócić pieniądze do banku (odebrać je społeczeństwu). Z czasem to właśnie bank (zupełnie bezpodstawnie) stanie się posiadaczem pieniędzy przeznaczonych na monetyzację mieszkania. W istocie kwoty wpłacone przez kredytobiorców do banków przekraczają wartość kredytowanego majątku, stając się dochodem bankierów i akcjonariuszy. Zysk banku nie stanowi wówczas jedynie części wartości kredytowanego majątku, jak w przypadku klasycznej lichwy (np. 30% odsetek od kredytu udzielonego za pomocą rzeczywistych pieniędzy), ale opiewa na 130% wartości tego majątku. W przypadku dominacji bankowej kreacji pieniądza dłużnego kredytowy dług przekracza wartość wykreowanych pieniędzy. (W pewnych okolicznościach może nawet przekraczać wartość całej produkcji). Z tego właśnie powodu zobowiązania kredytobiorców nie mogą być spłacone i są powodem upadłości konsumenckiej setek tysięcy ludzi. (W Polsce zagrożonych upadłością jest 290 000 rodzin). Taki absurd kryje się we współcześnie istniejącym systemie finansowym. Konieczność spłacania wykreowanych długów skutkuje bankructwami, niewypłacalnością dłużników, przejmowaniem przez banki majątku kredytowanego lub zgromadzonego wcześniej; czasami nawet przez poprzednie pokolenia. Jest to destrukcja społeczna o szerokim zasięgu; oznacza zubażanie rodzin, niedożywienie, życie w biedzie dla coraz większej liczby ludzi, wzrost przestępczości i gospodarczego marazmu a w rachunku ostatecznym depopulację; Europa wymiera. Destrukcja ta wynika ze strukturalnych wad systemu finansowego, a dokładnie z niewłaściwie stosowanej (lichwiarskiej) matematyki, ponadto z ludzkiej nieuczciwości, chciwości, lęku i tchórzostwa. Takie oto są efekty braku emisji pełnowartościowych pieniędzy i dogmatycznego trzymania się stóp procentowych.




OPIS METAFORYCZNY:


Jakub Brodacki



Pieniądz wampir



Poszukując kiedyś inspiracji literackiej, natknąłem się na stary mit o inkluzie, który jest doskonałą ilustracją ludzkiej świadomości monetarnej w dawnych czasach. Mit ten w dosłownej formie brzmi następująco:


Inkluzy są to zaczarowane sztuki monety, które, wydane za towar, same do pierwotnego właściciela powracają. Człowiek jednakże nie powinien się długo taką monetą posługiwać, bo to śmierć przyśpiesza, a najdłużej po trzech latach, pokropiwszy wodą święconą, puścić w świat, to się już więcej nie powróci.

Powiadają, że inkluzy pierwszemu i drugiemu właścicielowi służą dobrze, trzeciego zaś, po pewnym przeciągu czasu, zwykle duszą lub o nagłą śmierć przyprawiają”[1]

       

Rzecz ciekawa, inkluz nie jest pieniądzem, który się rozmnaża, nie jest także pieniądzem, który przynosi realne zyski. Jest to rodzaj oszustwa, gdyż umożliwia płacenie za towar ciągle  tym samym przedmiotem. Sprzedający nie wie, że wręczony mu jako zapłata pieniądz jest inkluzem. Następnie przekazuje go trzeciej osobie i tu następuje dziwne zdarzenie, gdyż inkluz tę trzecią osobę dusi. Kolejny ciekawy wątek, to sprawa pokropienia inkluza wodą święconą i tym samym pozbycia się kłopotu. Wątek chrzczenia duchów nieczystych jest jednym z najbardziej rozpowszechnionych wątków w mitologii staropolskiej. Duchy dziewcząt zmarłych w wianku lub nie ochrzczonych dzieci domagają się, aby je ochrzcić i tym samym przywrócić spokojność ich duszy.

Żadnego mitu nigdy nie można jednak brać dosłownie, gdyż mity opisują rzeczywistość za pomocą przenośni, aluzji, alegorii i analogii. Tu na wstępie mogę zdradzić, że moim zdaniem mit o inkluzie ma pochodzenie alchemiczne. To alchemicy dążyli do rozmnożenia złota. Ale także ich teorii nie sposób brać dosłownie. Złoto alchemiczne również było przenośnią; publiczne transmutacje dokonywane przez alchemików miały przyciągnąć nowych wyznawców i były raczej skuteczną metodą misyjną, niźli rzeczywistą przemianą podłych metali w złoto.

Wróćmy jednak do mitu o inkluzie. Ma on pochodzenie co najmniej XVI-wieczne lub dawniejsze. Stworzenie inkluza dokonywało się w następujący sposób: należało podebrać jajo czarnej kurze, zrobić w nim maleńki otworek i wkropić tam odrobinę ludzkiego nasienia, a następnie zalepić dziurkę pergaminem. Po 30 dniach z jaja wykluwał się inkluz (łacińskie inclussus oznacza zamknięty). Inkluz ten służył swemu panu i spełniał jego życzenia w nadnaturalny sposób. Tu od razu przypomina się bajka o lampie i pierścieniu Alladyna. Jest to wskazówka, że mit o inkluzie-pieniądzu mógł mieć pochodzenie arabskie.


Teraz zaś przejdźmy do rzeczywistego sensu mitu o inkluzie-pieniądzu. Jest to mianowicie mityczny odpowiednik rzeczywistej funkcji, jaką w realnym świecie spełnia lichwa. Słowem: inkluz, jest to lichwiarski kredyt. Pierwszy właściciel lichwiarz czerpie z kredytu wielkie profity, a pieniądz do niego wraca. Za ten sam pieniądz, lichwiarz otrzymuje wielokrotnie więcej towarów, niż za rzeczywiste pieniądze. W tej piramidzie pokarmowej kolejnym właścicielem inkluza jest przedsiębiorca, w tamtych czasach mógł to być zarówno mieszczanin, jak i szlachcic, a także bogatszy chłop. Temu również się powodzi, gdyż uzyskany kredyt inwestuje w zyskowne przedsięwzięcie. Nie na darmo przysłowie powiada klaczka, pszczółka i pszenica wywiodą z długów szlachcica. Jednakże pożyczone pieniądze trzeba zwrócić z procentem. Jeśli rok jest dobry, zapłacenie procentu nie jest trudne. Jeśli jednak rok jest zły, przedsiębiorca musi oszczędzać każdy grosz; dzieje się to zaś ze szkodą dla najemników. Ci bowiem nie zarobią tyle, ile się spodziewali, a czasem nie zarobią wcale. Jeżeli przedsiębiorca jest uczciwy, umówi się z najemnikami chociaż na zapłatę w fantach, w naturze. Jeśli jednak jest nieuczciwy, nie dostaną nic. I to jest ten trzeci właściciel inkluza, którego inkluz dusi lub przyprawia o nagłą śmierć”, śmierć głodową.

       Pozostaje wreszcie do wyjaśnienia problem ochrzczenia pieniądza. Woda jest symbolem życia nieprzypadkowo. Deszcz ożywia rośliny, zatem per analogiam alchemicy porównują wodę do nasienia, źródła płodności. Aby pieniądz był płodny, trzeba go obdarzyć „życiem. To musi być prawdziwy, realny pieniądz, a nie kredyt, który jak bumerang wraca do pierwotnego właściciela. Legendy o wampirach przyjmują, że jest to duch nieczysty, „żerujący na doczesnych szczątkach zmarłego, na substancji, która kiedyś była żywa lub jakiś ślad życia w niej pozostał. Kredyt, choć ma swoje źródło w żywym pieniądzu, to martwy pieniądz, wampir, wysysający ludzką krew. Aby zaś zniszczyć działanie pieniądza-wampira, trzeba doprowadzić do zwiększonej emisji prawdziwych, „żywych pieniędzy, mających pokrycie w ludzkiej pracy, w zasobach, w ludzkiej płodności i energii życiowej. Trzeba go ochrzcić”, a więc przywrócić do żywych.

       I tak oto doszliśmy do założeń Demokracji Finansowej, które to założenia przodkowie nasi przedstawili w postaci subtelnego mitu, pokazującego dobitnie, czym jest znany podówczas i dzisiaj głód pieniądza. Tym większy szacunek trzeba mieć dla króla Zygmunta III Wazy i polityków staropolskich, że dążyli wprost do zwiększonej emisji i dewaluacji polskiej monety groszowej (obiegowej), co dokonało się w latach 20-tych XVII wieku. Dało to podstawy do dalszego rozwoju Rzeczypospolitej na przeciąg dwudziestu sytych lat.


[1] Podania i opowieści z zagłębia dąbrowskiego. Sto lat temu i dzisiaj, opr. Marianna i Dionizjusz Czubalowie, Śląski Instytut Naukowy, Katowice 1984, s. 34.



Jakub Brodacki



Urodzony 28 stycznia 1975 roku w Warszawie, ukończył studia historyczne na Uniwersytecie Warszawskim, specjalizując się w nowożytnej historii Polski (XVI-XVIII w.). Autor licznych artykułów z wielu dziedzin (m.in. w Prolusatia, Forum Gazet Szkolnych, Glaukopis, Uniwersytet, Przegląd Literacki, Przegląd Polonijny, Zeszyty Łużyckie, Zielone Brygady). W roku 2006 napisał i wydał książkę Prołuż”. Akademicki Związek Przyjaciół Łużyc. Historia wewnętrzna organizacji 1945-1949, Warszawa 2006. Członek Komitetu Polska - Czeczenia i Instytutu Kultury Narodów Kaukazu. Czas wolny spędza na turystyce górskiej, wycieczkach rowerowych i wędrówkach literackich.




Dziwna drukarnia



Spróbujcie wyobrazić sobie prezesa klubu piłki nożnej, który zawiaduje klubem pod nazwą dajmy na to Legia Zachód. Drużynie piłkarskiej kibicuje spora grupa fanów, ale niestety ten klub sportowy jest jeszcze zbyt mało znany, by posiadać umowy ze stacjami telewizyjnymi czy agencjami reklamy. Aby więc zacząć zarabiać prezes ma przed sobą jedną możliwość: sprzedawać bilety na mecze.

Oczywiście prezes sam tych biletów nie nadrukuje, wobec czego musi skorzystać z usług drukarza. Drukarz, według wszelkiego prawdopodobieństwa, zażąda by mu zapłacić koszt druku, na który złoży się koszt rzeczywisty papieru i tuszu oraz racjonalna część zysku za włożone umiejętności i pracę. Prezes klubu piłki nożnej postanawia zwrócić się do lokalnej drukarni. Skutkiem pertraktacji prezesa z drukarzem okazuje się jednak umowa o bardzo dziwnej treści:

drukarz uzyskuje od prezesa klubu wyłączność na drukowanie wszystkich biletów na mecze klubu oraz wyłączność na rozprowadzanie tych biletów

drukarz zobowiązuje się do pokrywania wszelkich długów klubu piłkarskiego, które to długi jednak nie będą mogły przekraczać pewnego pułapu, określonego przez drukarza w punktach procentowych.


Wszystko wydawać by się mogło w porządku, dopóki drukarz nie przedłożył prezesowi faktury za wydrukowanie biletów, opiewającej na 20 E za każdy pojedynczy bilet. Faktura na tak wygórowaną kwotę wprawiła prezesa w osłupienie. Zakwestionował on cyfrę 20 E twierdząc, że pewnie jest ona wynikiem błędu drukarskiego, bowiem powinna wynosić nie 20 E a 0,20 E! Drukarz odpowiedział: na każdym bilecie wstępu na mecz widnieje cyfra 20 E, a więc ja żądam takiej cyfry, nie innej!

Oczywistą reakcją prezesa na te słowa drukarza powinno być natychmiastowe odstąpienie od jakiejkolwiek dalszej współpracy z drukarzem. Nic podobnego jednak się nie stało! Dlaczego?

Drukarz zastraszył prezesa tymi słowami: Umowa jest nierozerwalna, została podpisana na zawsze. Jeśli jednak pana klub nie posiada wystarczającej ilości gotówki by pokryć mi teraz koszty biletów, służę panu otwarciem specjalnej linii kredytowej. Będzie pan spłacał swój dług stopniowo, w miarę napływu gotówki, regularnie pokrywając jedynie odsetki. Kredyt, który teraz oferuję będzie miał tylko niewielkie oprocentowanie, które ja ustalę.

Prezes przystał na ten wymóg drukarza i zobowiązał się, w imieniu swojego klubu sportowego, do wykonania wszystkich propozycji drukarza. Niektórzy skomentowaliby taką uległość prezesa względem drukarza innymi umowami tych dwóch panów, zapewne bardzo prywatnymi i korzystnymi jedynie dla prezesa i jego rodziny.

Publiczność, która przychodziła na mecze Legii Zachodu nagle zmuszona została do płacenia za bilety wyższej kwoty. Płynęły lata w ciągu których prezes z trudem płacił drukarzowi odsetki od długu za wydrukowane bilety, wliczając te koszty w cenę biletów. Drukarz, nie dość, że inkasował ogromne kwoty, to jeszcze nie deklarował do fiskusa tych przychodów, wpisując je w rubrykę pasywa. Jednak nikt nie ośmielił się zwrócić mu na to uwagi.


Ta absurdalna, wydawałoby sie, sytuacja, nie jest abstrakcją. Ona wydarza sie codziennie we wszystkich państwach UE! Spróbujmy fikcję naszkicowanej tu historyjki zastąpić określeniami realnymi. I tak:

1) PREZES KLUBU to w rzeczywistości RZĄD

2) KIBICE KLUBU to w rzeczywistości MY, obywatele

3) MECZ, który jest rozgrywany, to w rzeczywistości rozdysponowywanie przez państwo różnego typu usług administracyjnych, sądowniczych, edukacyjnych.

4) PIŁKARZE to w rzeczywistości pracownicy, zatrudnieni w sferze publicznej państw, świadczących usługi.

5) DRUKARZ to w rzeczywistości EBC Europejski Bank Centralny instytucja PRYWATNA, która wyposaża (zapożycza) rządy państw UE w bilety euro na warunkach ABSOLUTNEGO MONOPOLU, zarabiając na tym procederze niewyobrażalne sumy.

6) UMOWA DRUKARZA Z PREZESEM to w rzeczywistości TRAKTAT w Maastricht, spisany pod dyktando bankierów i podpisany przez rządy państw UE. Rządy tych państw, bez żadnych konsultacji i bez dania możliwości wyboru obywatelom, narzuciły im euro jako jedyną walutę obowiązującą. Oprócz tego rządy państw UE zobowiązały się nie przekraczać określonego przez bankierów poziomu zadłużenia (3% deficytu pomiędzy wysokością zadłużenia a PKB produktem krajowym brutto, którego nota bene nie można zmierzyć w sposób naukowy).

7) BILETY NA MECZE to w rzeczywistości banknoty EURO, mające wartość skrawków papieru, (na których widnieje napis, czyją są własnością). Te bilety euro są wymienialne na towary tylko dlatego, że my to akceptujemy. Ich własna materialna wartość jest BLISKA ZERU. BILETY na mecz, sprzedawane przez drukarza po 20 E to w rzeczywistości bilety euro (o wartości nominalnej 5, 10, 20, 50, 100, 200 i 500 E ). Te bilety są dawane rządom w zamian za obligacje rządowe, które spłacamy my, obywatele, poprzez narzucony nam system podatkowy (każda cena zawiera w sobie podatek; często ponad połowę ceny stanowią podatki).

8) ZOBOWIĄZANIE ZAPŁATY, jakiego podjął się prezes klubu piłkarskiego to w rzeczy-wistości tzw. obligacje rządowe, które wydaje rząd, aby otrzymać bilety euro od EBC.

9) ZYSK DRUKARZA, ( który nota bene inkasuje on na czarno) to w rzeczywistości  przywłaszczony seniorat. SENIORAT to jest różnica pomiędzy wartością nominalną banknotu, (czyli cyfrą, na jaką opiewa, jaka na nim jest wydrukowana) a jego wartością realną, tj. kosztem druku tego banknotu. Ten seniorat EBC wpisuje w swój bilans jako pasywa, obchodząc fiskusa.

10) WYMÓG DRUKARZA względem prezesa to w rzeczywistości LICHWA, którą bankierzy stosują względem rządów. Analogicznie jak drukarz, EBC PRZYWŁASZCZA sobie WARTOŚĆ NOMINALNĄ banknotów, za przyzwoleniem przedstawicieli narodów UE tj. rządzących polityków. W ten sposób EBC ciągnie zyski (NIE OPODATKOWANE!) w WYSOKOŚCI do 16 670 % (szesnaście tysięcy sześćset siedemdziesiąt procent) kosztów własnych, tj. kosztów druku banknotów euro, których koszt wynosi zaledwie 0.03 E za sztukę.


Sytuacja rzeczywista jest nawet gorsza i jeszcze bardziej absurdalna. Drukarz z fabularnej historyjki, za każdy wydrukowany bilet bierze tylko 20 euro. Natomiast EBC drukuje też bilety 500 E i zadłuża rządy państw UE (tzn. konkretnie nas, obywateli płacących podatki)  na tę cyfrę POWIĘKSZONĄ o tzw. stopę procentową. Stopy te ustala EBC i rządy państw UE nie mają na to żadnego wpływu. Trichet (prezes EBC) ustalił ostatnio (wolno mu, co zechce!) stopy procentowe na 2,25 %. Oznacza to, że za banknot 500 euro rząd będzie musiał zapłacić 510,12 euro i daje na to gwarancje poprzez wydawanie obligacji rządowych. Robi to wszystko w IMIENIU NARODÓW, zobowiązując te narody do pracy w pocie czoła dla niebotycznych zysków prywatnej grupy nietykalnych, żyjących z... włączania przycisków maszyn drukarskich.


Tytuł oryginału; La strana tipografia      Źródło: http://www.sovranitamonetaria.org/
tłum. Ewa Varutti


RYS HISTORYCZNY:



Bank Anglii. Geneza pieniądza dłużnego

Fragment książki Deirdre Manifold, Fatima i wielki spisek, Wers, Poznań 2000


               

Zabrałem się do czytania aktu Parlamentu z 1694 roku na mocy którego powstał Bank Angielski. Jego założyciele dobrze wiedzieli czego pragną. Ich plan polegał na stopniowym obciążeniu długami całego kraju, całej ziemi, wszystkich domów i wszelkiej własności, a nawet pracy wobec tych, którzy pożyczali pieniądze państwu plan ten, przebiegły, zręczny, głęboki plan, spowodował coś, czego świat nie widział nigdy przedtem głód wśród bogactwa.


W. Cobbett, A History of Protestant Reformation.


Anglia wstrząsana była wojnami domowymi. [...] Rok 1690 był świadkiem zakończenia jednej z wojen domowych, w wyniku której prawowity król Jakub był wygnany, a Wilhelm, obcy książę, został królem na jego miejsce. Decydującą bitwę, znaną odtąd jako Bitwa pod Boyne, stoczono w Irlandii. Sprowadzenie obcego księcia w celu pozbycia się prawowitego króla to w języku wielu ludzi zdrada, ale jak powiedział poeta, gdy zdrada kwitnie, nikt nie śmie nazwać jej zdradą”.

Prawdziwa przyczyna sprowadzenia Wilhelma ujawniła się cztery lata później, w roku 1694. W tymże roku grupa korsarzy z Williamem Pattersonem na czele [pozostali zagwarantowali sobie anonimowość JAR] wykręciła największą sztuczkę w dziejach ludzkości. Czyn ten miał zmienić bieg historii nie tylko Anglii, ale i całego świata. Kiedyś ziemia nasiąkała wodą. Teraz nasiąka długami, a wszystko zaczęło się w 1694 roku. Wtedy to Patterson i jego przyjaciele udali się do króla Wilhelma i przedstawili mu następującą propozycję: Pożyczymy ci, królu, 1.200.000 funtów w złocie na 8% pod warunkiem, że dasz nam pozwolenie na wydanie tejże sumy w banknotach i pożyczanie jej na 8%. Oznaczało to robienie pieniędzy z niczego, nazywanie ich pieniędzmi i pożyczanie na wysoki procent. [...] Dotąd to król brał odpowiedzialność za emitowanie pieniądza jako odpowiednika pewnych dóbr, i kładł swoją pieczęć jako dowód, puszczając pieniądze w obieg bez procentu. Ów prywatny syndykat natomiast namówił, przekonał, czy przekupił króla, aby ten pozwolił im [wydrukować papierowe banknoty na sumę 1.200.000 funtów i pożyczać je na 8% procent JAR]. To był początek inflacji, która w końcu doprowadziła do tego, że prywatny syndykat zyskał stały monopol na dostarczanie i puszczanie w obieg pieniędzy nie tylko w Anglii, ale na całym świecie i, jak zauważył Cobbett, spowodował coś, czego świat nie widział nigdy przedtem głód wśród bogactwa.

Dziś bardziej niż kiedykolwiek prawdą jest, że ludzie są głodni żyjąc wśród bogactwa, a wszystko to zaczęło się od tamtego wydarzenia. Był to punkt zwrotny dziejów i oprócz nielicznych uprzywilejowanych, którzy dzierżą władzę, każdy mężczyzna, kobieta i dziecko na całym świecie dokłada się do odsetek z długów rządowych wówczas powstałych.

W jakiś czas później syndykat wpadł na pomysł, by nazwać się Bankiem Angielskim Bank of England. Nadal pożyczał pieniądze królowi i przy każdej pożyczce, na mocy zezwolenia królewskiego, drukował tyle papierowych pieniędzy, ile wynosiła pożyczka i pożyczał je dalej na procent, a wynosiło go tyle ile kosztował papier, farba i prowadzenie ksiąg. Wkrótce ludzie ci przekonali króla, aby wziął od nich 16 milionów funtów w złocie, co pozwoliło im wydrukować 16 milionów funtów i pożyczać na procent.

Skoro państwo potrzebowało więcej pieniędzy na swoje sprawy, rząd mógł postąpić rozsądnie i, zamiast pożyczać, puszczać własne papierowe pieniądze. Również odbyłoby się to kosztem papieru i druku. Nie trzeba by było płacić odsetek (lichwy), którymi obciążony był podatnik. Znów po jakimś czasie grupa, która nazwała siebie Bankiem Angielskim wpadła na pomysł jeszcze sprytniejszy. Wydrukowano pieniądze na sumę dziesięciokrotnie wyższą niż pożyczono złota i pieniądze te pożyczono na procent. Niedługo potem ów prywatny monopolista, Bank Angielski, zyskał całkowitą władzę nad kasą państwową, a jego pozycja mocniejsza była od pozycji króla lub Gmin.

W pierwszej połowie XIX wieku banki komercyjne wprowadziły czeki, ponieważ zaprzestały drukowania własnych banknotów. Ten nowy rodzaj pieniądza nie istniał nawet pod postacią banknotów, ale zrodził się poprzez prosty proces albo przez wprowadzenie do ksiąg banku liczb określających wysokość przyznawanych pożyczek, albo przez wypełnienie czeku, aby banki mogły kupić sobie zabezpieczenie. Dzięki tym czekom, co ważne, nie można było dokonać podjęcia czy transferu już istniejących pieniędzy, jak w przypadku czeków osób prywatnych; tworzyły one nowe pieniądze na sumy, które im przypisywano.

W czasie I wojny światowej, w latach 1914-1918, łatwo było bankom tworzyć spore sumy i albo pożyczano je rządowi, albo pozwalano zamożnym klientom, aby kupowali obligacje w ramach pożyczki wojennej i dzielili się odsetkami w stosunku 4% ze strony banku do 1% ze strony nominata. Oczywiście wartość funta spadła w ciągu tych czterech lat do połowy. W 1914 roku dług narodowy wynosił 700 milionów funtów. Do 1920 roku wynosił już 7 miliardów, a około 90% pożyczki wojennej znajdowało się w rękach banków. Ogromne sumy płacone bankom w ramach odsetek (lichwy) przyspieszyły nadejście kryzysu przemysłowego w latach 20 i 30-tych i doprowadziły do II wojny światowej, którą skrycie planowano. [...]

W latach 1934-1935 całkowity dochód z podatku dochodowego wynosił 229.214963 funtów, a odsetki z długu narodowego w tym czasie osiągnęły 211.657232 funty. W latach 1935-1936 podatek dochodowy dal 237.362332 funty, procent od długu natomiast wynosił 211.533776 funtów. W ciągu tych dwóch lat z dochodu z podatków wynoszącego 446 milionów funtów zaledwie 43 miliony trafiły do rządu na wydatki potrzebne na zaspokojenie potrzeb obywateli. Co więcej, około 70% długu narodowego powstało z niczego w bankach i tam było przechowywane.

_________________


W roku 1946 na skutek działań Johna Maynarda Keynesa dokonano nacjonalizacji Banku Anglii. Dług przestał rosnąć, ale nie został zlikwidowany. Keynes zmarł w kwietniu tego samego roku. W tymże samym 1946 roku, już pod nieobecność Keynesa, na konferencji w Bretton Wood, finan-sową władzę nad światem oddano Federalnemu Systemowi Rezerw. (FED został powołany w dniu 23 grudnia 1913 roku. W wyniku tej decyzji, prywatny system bankowy zdobył monopol na emisję pieniędzy oraz kontrolę kredytu narodowego w USA). Dzięki hasłu dollar as good as gold i złudnej zasadzie wymiany dolarów na złoto, pieniądz emitowany przez dwanaście prywatnych banków stowarzyszonych pod nazwą Federalnego Banku Rezerw stał się pieniądzem międzynarodowym. Nasilająca się krytyka FED w USA, a więc i zagrożenie dla tego pseudo-amerykańskiego pieniądza, spowodowała powołanie prywatnego, ponadnarodowego Europejskiego Banku Centralnego (EBC), który za pomocą euro kontroluje sytuację finansowo-społeczną w UE i coraz szerzej na świecie. (Równolegle lichwiarze prowadzą kampanię zniesławiającą imię Johna Maynarda Keynesa).


Narody europejskie i  amerykańskie mogą oczywiście odzyskać kontrolę nad swoim pieniądzem wprowadzając zasady demokracji finansowej; emisję pieniędzy Pro Publico Bono i bankowość bezodsetkową.



Jacek Andrzej Rossakiewiecz,                                    



Warszawa, 29 czerwca 2006  



home

Dokument przekształcony na HTML

za pomocą Pajączek NxG Professional v5.9.1