Jacek Andrzej Rossakiewicz




NOWA

ARCHITEKTURA FINANSOWA



Zasada Emisji Pieniądza




Tekst artykułu został opublikowany 19 listopada 2009 roku. Artykuł zamieszczony poniżej został poprawiony i jako referat zaprezentowany na konferencji Systemy finansowe w służbie społeczeństwu i gospodarce, zorganizowanej przez KRAJOWĄ RADĘ SPÓŁDZIELCZĄ, Naczelny Organ Samorządu Spółdzielczego oraz WARSZAWSKĄ SZKOŁĘ ZARZĄDZANIA SZKOŁĘ WYŻSZĄ, w dniu 25 listopada 2010 roku.




Wstęp



Wśród wielu artykułów prasowych na temat obecnego kryzysu finansowego jednym z najbardziej obiecujących jest artykuł Paula Krugmana opublikowany 2. września 2009 roku w New York Times a zatutułowany How Did Economists Get It So Wrong? (co z pewnym trudem można przetłumaczyć na język polski w formie: Jakim sposobem ekonomiści pojmowali tak niewłaściwie?). W artykule tym Paul Krugman, laureat nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii za rok 2008, zastanawia się nad przyczyną braku orientacji w makroekonomii wśród ekonomistów dominującego nurtu neoliberalnego. Ten brak orientacji pozwalał wielu utytułowanym i wpływowym akademickim ekonomistom, zajmującym często szereg ważnych dla gospodarki i finansów stanowisk (na czele z amerykańskim Funduszem Rezerwy Federalnej) na wielki optymizm, któremu ulegali niemal aż do dnia ogłoszenia obecnego kryzysu. Krugman analizuje drogi myśli ekonomistów szkoły neoliberalnej oraz neokeynesowskiej i przeciwstawia im w zakresie makroekonomii osiągnięcia teoretyczne samego Johna Maynarda Keynesa. Czyni to dobitnie i wbrew rozpowszechnionej acz fałszywej opinii, jakoby twierdzenia Keynesa były „bajką”.

W postawie Krugmana można odczuć to, co jest najważniejsze u ekonomisty, jak zresztą u każdego innego badacza, naukowca czy intelektualisty, a mianowicie poczucie odpowiedzialności za uprawianą naukę. W myśl znanej definicji: elitą są ludzie, którzy czują się odpowiedzialni za innych i Krugman z pewnością do tak właściwie rozumianej elity należy.

Podobne twierdzenia mające na celu zmianę postawy wobec osiągnięć Keynesa formułował inny laureat nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii Joseph Stiglitz, choć nie zrobił tego tak dobitnie jak Krugman. Nawet były szef Rezerwy Federalnej USA, Alan Greenspan wyznał, w sposób dyplomatycznie wyważony, swoje zwątpienie w liberalną ortodoksję mówiąc: Popełniłem błąd, zakładając, że organizacje, których celem jest zysk, będą w największym stopniu zdolne chronić własnych udziałowców i ich kapitał.

Rozważania Paula Krugmana są cenne ze względu na próbę wyjaśnienia przyczyn zjawiska niekorzystnego dla ekonomii jako nauki. Krugman chciałby odbudować autorytet jakim powinna cieszyć się profesjonalna i akademicka ekonomia. Doceniając osiągnięcia Keynesa, Krugman nie zwraca jednak uwagi na jego twórcze inspiracje, poprzestając na zaakcentowaniu powszechnie znanej motywacji Johna M. Keynesa piszącego Ogólną teorię zatrudnienia, procentu i pieniądza, (1936) jaką była chęć zaradzenia wielkiemu kryzysowi lat 30. XX wieku. Ówczesny kryzys wymagał nowego spojrzenia na problemy gospodarcze oraz interwencji i Keynes sformułował właściwy, dobrze dostosowany do tamtych czasów program działania. Szeroka perspektywa ekonomiczna jaką miał Keynes obejmowała całą historię ekonomicznego myślenia od czasów starożytnych po merkantylizm i nie została zdominowana przez względnie nowoczesne twierdzenia Adama Smitha oraz jego następców, co było i jest niechlubną normą w liberalizmie i neoliberalizmie. Keynes znał ponadto dzieła teoretyków ekonomii obywatelskiej XX wieku: Silvio Gesella i Clifforda Hough Douglasa, które analizował, i które z czasem stały się ważnym źródłem jego inspiracji. Mam tu na myśli szczególnie dorobek niemieckiego myśliciela i ekonomisty Silvio Gesella, omówiony w Ogólnej teorii.... Keynes doceniając myśl Gesella (w dużo większym stopniu niż Douglasa) nie podążał za jego rozważaniami bezkrytycznie, ale skłaniał się ku formułowanym przez niego celom. Jako przykład podam postulat tworzenia kapitału według potrzeb społeczeństwa i jego gospodarki, co wiązałoby się z możliwością i celowością likwidacji dodatniego oprocentowania kapitału. Keynes spostrzegał tę możliwość jako długotrwały proces międzypokoleniowych przemian i nazywał go lapidarnie i dosadnie „eutanazją rentiera”. W ostatnim rozdziale Ogólnej teorii... pisał:


Procent nie wynagradza dzisiaj żadnego istotnego poświęcenia, tak samo jak renta gruntowa. Właściciel kapitału otrzymuje procent dlatego, że ilość kapitału jest niedostateczna, tak samo jak właściciel ziemi otrzymuje rentę dlatego, że ilość ziemi jest niedostateczna. Ale, podczas gdy mogą istnieć naturalne powody niedostatecznej ilości ziemi, to nie ma żadnych naturalnych powodów, aby występował niedostatek kapitału. [...]

Z tego powodu uważam rentierski kapitalizm za fazę przejściową, która zniknie po spełnieniu swojego zadania. [...]

Można by zatem w praktyce dążyć (a nie ma w tym nic niemożliwego do osiągnięcia) do takiego zwiększenia masy kapitału, aby jego ilość przestała być niedostateczna, tak że inwestor nie zatrudniony w produkcji nie będzie już otrzymywał żadnej premii.


Tak pisał John Maynard Keynes w roku 1936 i zastanawiał się czyje interesy i jakie idee zwyciężą w perspektywie. Keynes pokładał nadzieję w słusznych ideach i odrzucał pesymizm płynący z obserwacji dominującej roli partykularnych przywilejów. Tymczasem jednak najzamożniejsi współcześni rentierzy, (oligarchia finansowa posiadająca główne banki centralne zachodniego świata), powiększają niezmiernie swoje zyski, dbając o to, aby idee Keynesa, Gesella czy Douglasa nie znajdowały przystępu do młodych ludzi i aby świadomość ekonomiczna i społeczna nowych pokoleń pozostała zamknięta w świecie neoliberalnej, „klasycznej” fikcji, zwanej ekonomiczną deregulacją.


Artykuł Krugmana tworzący niewielki wyłom w teorii deregulacyjnej został skrytykowany przez ortodoksyjnych wyznawców neoliberalizmu. W Polsce uczynił to prof. Stanisław Gomułka zarzucając Krugmanowi „pomijanie znaczących zjawisk”. Zarzut Stanisława Gomułki można byłoby uznać za słuszny, bowiem jest oczywiste, iż Krugman pomija pewne zjawiska (co jest typowe dla artykułu prasowego). Niestety Gomułka pomija znacznie więcej istotnych zjawisk, a także w ogóle nie wspomina o podstawowych wadach ekonomii liberalnej, będąc ich po prostu nieświadomym. Tak więc w jego ustach zarzut postawiony Krugmanowi jest po prostu chybiony.


Aby rzucić więcej światła na sytuację we współczesnej ekonomii oraz sprostować zawarte w liberalizmie rażące błędy lub wręcz cyniczne oszustwa, potrzebny jest cały cykl artykułów lub obszerna książka. Jest to poważne wyzwanie, którego znaczenie trudno przecenić, ale i pożytek społeczny z jego wypełnienia może być ogromny. Zacznijmy zatem od lapidarnego przypomnienia głównych faktów i zasad ekonomii obywatelskiej, gdyż dzisiaj ekonomia rozwija się dwukierunkowo:

Panujący nurt neoliberalny oparty jest na praktyce emisji pieniądza w formie oprocentowanego długu, za pomocą którego nieliczne osoby prywatne, reprezentujące najbardziej wpływowe kręgi oligarchii finansowej, kontrolują finanse znakomitej większości państw na kilku kontynentach, począwszy od Europy Zachodniej i Środkowej, poprzez Amerykę Północną i część Ameryki Południowej, po Australię i Afrykę.

Drugi nurt to rozwijająca się od około 100-u lat ekonomia obywatelska szukająca drogi wyjścia z pułapki oprocentowania. Tę drogę otwiera dzieło Sylvio Gesella Naturalny Porządek Ekonomiczny [1], oparte na koncepcji ujemnego oprocentowania kapitału oraz dzieło Clifforda Hough Douglasa określane mianem Kredytu Społecznego lub Demokracji Gospodarczej [2], w którym kredyt ma zostać podporządkowany suwerennej władzy państwowej kierującej się interesem ogólnonarodowym i ogólnospołecznym. Ten drugi nurt to dzieła wybitnych postaci spoza uznawanych, oficjalnych kręgów ekonomicznych i finansowych.. Miał on swoje wzloty i upadki. Upadki pojawiały się zazwyczaj na skutek ingerencji władz państwowych reprezentujących interesy światowej oligarchii finansowej. Tak oto państwo mające być w intencji twórców tych doktryn gwarantem demokracji i sprawiedliwości społecznej okazywało się (o ironio!) czynnikiem destruk-cyjnym, dbającym o partykularne interesy wąskiego grona bankierów.


Jedną z podstawowych rozbieżności pomiędzy ekonomistami dwóch wyróżnionych nurtów jest przekonanie na temat emisji pieniędzy.

Nurt neoliberalny uznaje emisję pieniędzy za zło, za przyczynę inflacji, która niechybnie z emisji powstanie. W efekcie nurt ten nie zajmuje się tematem emisji pieniędzy tylko stara się ten temat oddalić czyniąc z niego temat tabu. Gloryfikowany jest w tym nurcie dodatnio oprocentowany kredyt, a stopy procentowe są przedmiotem nieustannej, acz bardzo powierzchownej „analizy”. Oprocentowanie staje się dzięki tej ekonomii sposobem emisji środków rozliczeniowych, (w rzeczywistości pełniących funkcję pieniędzy) a masa finansowa rośnie i staje się zasadniczą strukturalną przyczyną inflacji, aż do czasu zastosowania procedury tzw. „kryzysu  gospodarczego”, czyli uruchomienia finansowych procesów deflacyjnych. Praktyka tzw. „cykli gospodarczych” ma na celu kontrolę gospodarek narodowych oraz przejmowanie prawa własności do powstałych w okresie prosperity dóbr poprzez strukturalną, matematyczną zasadę niemożliwości spłaty oprocentowanych długów, po wstrzymaniu akcji kredytowej w okresie deflacji i hiperzadłużenia Tak oto kredytowa kreacja nadmiernych długów zastępuje zasadę proporcjonalnej do wzrostu gospodarczego emisji pieniędzy i staje się to przyczyną największych finansowych problemów dla znakomitej większości społeczeństwa: przeciętnie 80%.

Stanowisko ekonomistów liberalnych wobec emisji wyrażone przez nich samych w jednym zdaniu, streszcza się w lansowanym w mediach haśle, iż „banki nie emitują pieniędzy, a jedynie pośredniczą pomiędzy ludźmi”. Zdanie to przeczy realizowanej praktyce, wskazuje na brak świadomości lub na zakłamanie części ekonomicznych liberałów, bowiem choć bank prywatny zazwyczaj nie emituje banknotów ani monet (ten przywilej posiadają jedynie prywatne banki centralne, takie jak np. FED), to prawie każdy kreuje środki rozliczeniowe pełniące funkcje pieniądza i wymienialne na pieniądz. Jest to w istocie rzeczy emisja nowego pieniądza, która powinna skłaniać do zadawania pytań o zasady i cele emisji, a w szczególności do zadania pytania o prawo własności do nowo-emitowanego pieniądza. Odpowiedź na to właśnie pytanie jest kwestią kluczową. Od rozstrzygnięcia tej kwestii zależy uznanie zasadności długów lub ich odrzucenie jako długów rzekomych powstałych na bazie oszustwa: zdublowania przez bank prawa własności do tych samych pieniędzy wykreowanych na użytek producenta dóbr. Temat ten zostanie poruszony w dalszej części artykułu.


Ekonomiści nurtu obywatelskiego od początku byli zorientowani w zadłużającej narody, emisyjnej praktyce, jaką prowadzi nieliczna oligarchia finansowa. W proponowanych rozwiązaniach pozostawali jednak zbyt często na gruncie jaki wyznaczała ekonomii doktryna liberalna. Gesell zajmował się oprocentowaniem kapitału widząc słusznie pożytki z oprocentowania ujemnego. Samo jednak oprocentowanie ujemne -  bez emisji -  z łatwością może prowadzić do deflacyjnej zapaści. Istotą problemu jest emisja i jej właściwe zasady. Douglas zaprojektował model Kredytu Społecznego wierząc w twórcze zasady stosowania ogólnonarodowego zarządzania odnawialnym i umarzanym kredytem. Abstrahował od  prostej zasady emisji pieniędzy proporcjonalnej do wzrostu gospodarczego. Przedstawiciele doktryny Kredytu Społecznego „uznają bankierów za twórców pustego pieniądza, który jest przez nich tworzony z niczego, na prośbę kredytobiorcy po to, aby po spłacie długu, pieniądz został przez bankiera zlikwidowany”. To zdanie słusznie akcentuje bezprawność bankierskiej emisji, ale jednocześnie wskazuje na niepełne zrozumienie rzeczywistej finansowej praktyki: kredyt jest bowiem zawsze tworzony jako monetyzacja istniejących dóbr lub świadczonych usług, choć zazwyczaj jest to monetyzacja nadmierna wywołująca inflację. Spłacony kredyt nigdy nie jest niszczony. Jest używany do przejmowania własności w skali makro na giełdach. W dobie tzw. „kryzysu” znika on z rynku, ale pozwala np. wykupić akcje zagrożonych bankructwem przedsiębiorstw, po bardzo niskiej cenie lub nabyć nieruchomości po zastosowaniu drastycznej procedury „foreclusure”.


Istnieje zatem potrzeba prowadzenia analizy rzeczywistej sytuacji i na jej podstawie, jako na zasadnej diagnozie, wypracowania nowego systemu emisji pieniądza oraz likwidacji dotychczasowej patologii finansowej. Czas zatem na Nową Architekturę Finansową, bo stary gmach grozi katastrofą.


Analiza rozpocznie się od przedstawienia historycznej genezy teorii wiążących finanse z gospodarką. Prześledzenie rozwoju doktryn finansowo-gospodarczych jest światłem, bez którego trudno zrozumieć obecną sytuację a więc i trudno sformułować program naprawczy.



ZASADA EMISJI PIENIĄDZA



I. Uwarunkowania historyczne.


Podstawy ilościowej teorii pieniądza stworzył John Locke (1632-1704). „Twierdził, że poziom cen zależy wprost proporcjonalnie od ilości pieniądza, przy czym definiując tę ostatnią wziął po uwagę taki czynnik, jak szybkość obiegu” [1]. Twierdzenie Lockea to podstawowe twierdzenie monetaryzmu odzwierciedlające dwie charakterystyczne zmienne: ilość pieniądza w porównaniu do ilości dóbr obecnych na rynku oraz fakt wielokrotnego używania pieniądza w przyjętej jednostce  czasu np. w trakcie jednego roku. Twierdzenie Lockea było prawidłowym  odzwierciedleniem podstawowej zależności pomiędzy gospodarką a pieniądzem, ekonomią a finansami. 


Po około stu latach, w 1810 roku, twierdzenie Johna Lockea zapisał algebraicznie David Ricardo (1772-1823) pod postacią równania MV=PT, gdzie M to ogólna suma pieniędzy w społeczeństwie, V średni współczynnik wielkości obrotu, P   ceny a T   ilość towarów obecnych na rynku.  Ricardo zamiast rozwinąć teorię Lockea, w czym pomocne było jej ujęcie algebraiczne, zachował się inaczej; ograniczył interpretację równania do twierdzenia, iż przy stałej produkcji (T) i stałym współczynniku (V) dodatkowa ilość pieniądza (M) prowadzi do wzrostu cen (P), co możemy zapisać pod postacią równania:M)V=(ΔP)T gdzie Δ oznacza przyrost. Oto równanie Ricarda wynikające z przemyśleń Johna Lockea.  Ograniczenie ogólnego, uniwersalnego  twierdzenia Lockea do jednego, szczególnego przypadku było wykoślawieniem teorii oraz zaprzepaszczeniem szansy na kontynuację poznania zależności ekonomicznofinansowych.

Ricardo nie wspomniał w kontekście rozważań Lockea m. in. o tym, co należałoby zrobić, gdy następuje wzrost produkcji: (ΔT), czyli wzrost ilości dóbr: towarów i usług obecnych na rynku, co jest zjawiskiem typowym i co przebiega równolegle z postępem technologicznym i wzrostem populacji ludzkiej. Rozważając ten przypadek należałoby z twierdzenia Lockea wyprowadzić podstawowe i zasadne równanie emisji: ΔM=(ΔT)P/V. Wzrost ilości towarów byłby monetyzowany w proporcji odpowiedniej do obserwowanego (obliczanego) współczynnika obrotu: V=PT/M. Ceny mogłyby pozostać na niezmienionym poziomie a proporcjonalna monetyzacja umożliwiłaby proporcjonalny wzrost popytu i pozwoliłaby osiągnąć producentom zwrot kosztów produkcji oraz godziwy zysk ze sprzedaży towarów. Całej wspólnocie zaś monetyzacja efektów jej pracy, (czyli monetyzacja wartości dodanej), pozwoliłaby na lepsze zaspokojenie potrzeb i harmonijny rozwój; adekwatny do włożonej pracy.

Termin monetyzacja oznacza tutaj wyrażenie wartości towarów w pieniądzu oraz fakt emisji pieniędzy z przeznaczeniem do dystrybucji w społeczeństwie. Taka zasada emisji to emisja oparta na parytecie gospodarczym [2].


W czasach Ricardo (a dokładnie już od 1694 roku) roku istniał w Anglii pieniądz papierowy a wraz z jego pojawieniem się ekonomiści dostrzegli szansę na rozwój gospodarki i lepsze zaspokojenie potrzeb ludności. Pojawiło się wiele koncepcji na upowszechnienie pieniądza; od prostej zasady wydruku potrzebnych papierowych banknotów, po bimetalizm, czyli parytet srebra i złota, a po oddaleniu bimetalizmu doktrynę weksli realnych [3], mających pokrycie w dobrach konsumpcyjnych i w ten sposób uzupełniających zbyt małą ilość pieniądza opartego na parytecie złota. Doktryna weksli realnych przybliżała pieniądz do realiów gospodarczych. Jednak wszystkie te teorie zostały oddalone na korzyść stworzonej przez Ricardo doktryny Gold Bullion Standard [4] czyli uzależnienia ilości pieniądza od ilości złota w sztabach. Było to najgorsze z możliwych rozwiązań oddające władzę emisyjną w ręce najpotężniejszych bankierów. Pokryciem emisji przestały być nawet złote monety. Wykluczyło to z emisji i wymienialności większość obywateli  państwa, dla których sztaby złota były zbyt drogie.  

Ricardo stworzył teorię uzasadniającą oddanie finansowej  władzy bankierom. Oprócz założenia, iż emisja papierowych banknotów powinna być uzależniona od ilości złota w sztabach sformułował inne wskazania, które posłużyły do przyjęcia pięciu zasad:

1. każda działalność ma być oparta o bilans kosztów

2. działalność rządu ma być pokrywana z podatków

3. wszelkie rozliczenia powinny być prowadzone za pośrednictwem banków

4. emisja pieniądza także powinna być prowadzona za pośrednictwem banków

5. każda pożyczka pociąga za sobą oprocentowanie [5].

     Przyjęcie tych pięciu zasad pozwoliło bankom prywatnym przejąć kontrolę nad finansami państwa i wręcz uzyskać finansową władzę nad społeczeństwem. Emisję pieniądza zastąpiono oprocentowanymi pożyczkami w pełni kontrolowanymi przez banki. Taka działalność prowadziła do zdobywania realnej władzy politycznej nad społeczeństwem.


Zasady sformułowane przez Davida Ricardo do dzisiaj określają sytuację finansową społeczeństw cywilizacji zachodniej.  Przede wszystkim jest to zasada braku emisji pełnowartościowego pieniądza opartego na parytecie gospodarczym. W świecie „zachodnim” państwo ani żaden inny podmiot kontrolowany społecznie nie dokonuje monetyzacji przyrostu dóbr. Zasada emisji pieniądza, pomimo swojego podstawowego znaczenia w ekonomii jest w tej nauce ośmieszana, co skutkuje przeradzaniem się ekonomii w ekonomiczną i finansową ideologię głoszącą istnienie potrzeb pożyczkowych państwa i nagłaśnianą przez oligarchię finansową dla promocji i uzasadnienia swojego rzekomego „potencjału pożyczkowego”.


Realizacja podstawowego założenia o braku emisji pieniądza przez państwo, warunkuje respektowanie pozostałych pięciu zasad Ricarda. Brak emisji pełnowartościowego pieniądza, którego racja istnienia wynika z  parytetu gospodarczego, wymusza oparcie działalności rządu na pieniądzach pochodzących z podatków od ludności. Konieczny jest bilans kosztów i stworzenie ustawy budżetowej. Wpływy pieniężne do budżetu uzależnione są od kwot podatków, ceł i bilansu handlowego z zagranicą, a kiedy okazują się one niewystarczające, zaciągany jest tzw. dług publiczny.


Przyjęcie zasady pozyskiwania pieniędzy przez państwo wyłącznie od obywateli swojego państwa lub innych państw nie rozwiązuje sprawy emisji pieniędzy, proporcjonalnie do przyrostu dóbr. Zamiast emisji (monetyzacji) wprowadza się rywalizację i konkurencję, agresywne formy ekspansji handlowej, gospodarczej lub militarnej. Prowadzi to do realizacji niesprawiedliwości na wielką skalę; do imperializmu i kolonializmu jedne państwa rozwijają się kosztem innych państw. Wewnątrz państw zaś do uprzywilejowania najsilniejszych i najbardziej bezwzględnych grup społecznych; zwykle bankierów, właścicieli korporacji, biurokracji politycznej i administracyjnej kosztem ludzi pracy: właścicieli średnich i małych przedsiębiorstw oraz pracowników.


Brak emisji/monetyzacji przyrostu dóbr prowadzi do deficytu budżetowego; bowiem w bilansie uwzględnia się wszelkie społeczne koszty związane z produkcją; począwszy od edukacji, skończywszy na służbie zdrowia, ale nie liczy się wartości produkcji, unikając monetyzowania efektów pracy społeczeństwa i wliczania tej kwoty do budżetu jako społecznego zysku. Pobieranie i wliczanie podatków od tego zysku nie jest emisją pieniędzy. To tylko redystrybucja dochodu; zabieranie pieniędzy jednym ludziom po to, aby dofinansować drugich lub przeznaczyć pieniądze na inne cele.  Jest to działanie, które nie zmienia ilości pieniądza w gospodarce nie jest to emisja odzwierciedlająca poziom wzrostu gospodarczego, o ile on następuje. W obecnej koncepcji bilansu i budżetu państwa zysk z pracy społeczeństwa (wartość dodana) nie jest uwidoczniony, choć jest podstawą PKB.

Żadne przedsiębiorstwo nie figurowałoby jako dochodowe, gdyby w swojej księgowości liczyło koszty a pomijało zyski. Taka praktyka byłaby traktowana jak przestępstwo tymczasem uznaje się ją za normalną w przypadku państwa. W istocie jest to wynik braku świadomości lub efekt cynizmu; nieznajomości zasad emisji lub celowego ich ukrywania. Bez względu na przyczyny tego stanu rzeczy i ludzkie motywacje jest to praktyka błędna, która warunkuje wadliwy sposób rozliczania bilansu i ustalania budżetu.  Brak monetyzacji przyrostu dóbr to podstawowa wada procedury ustalania budżetu.

Druga wada, wynikająca z pierwszej, to koncepcja budżetu zamkniętego na nagły lub okresowy przyrost dóbr, który tym samym nie znajduje odzwierciedlania w wysokości budżetu. Trzecia wada związana jest z czasem ustalania ustawy budżetowej. Zamiast robić to na bieżąco według realnej produkcji i realnych potrzeb, ustala się budżet w czerwcu roku bieżącego na cały rok następny. Taka procedura z góry skazuje budżet na brak precyzji i niedoszacowanie. Obecnie dzięki postępowi technologii informatycznej bez problemu można byłoby budżet liczyć kwartalnie ale przede wszystkim z wliczaniem doń kwot wynikających z emisji/monetyzacji przyrostu dóbr. Przyjęcie takiej procedury ograniczy lub w ogóle wyeliminuje deficyt budżetowy. Praca i wysiłek produkcyjny przysparza dóbr jest to wartość dodana, która ma decydujące znaczenie dla bilansu i budżetu.


Dopiero po zmianach w sposobie obliczania budżetu i odzwierciedleniu tego w procedurze emisji pieniędzy, można właściwie oszacować „potrzeby pożyczkowe państwa”. Bez tego szacunek tych potrzeb jest zawieszony w próżni a dokładnie; narażony na działania spekulacyjne motywowane przez ludzką chciwość.  Ponadto, zanim wybieralni przedstawiciele społeczeństwa zdecydują się na zaciągnięcie długu publicznego w celu pokrycia rzeczywistego deficytu, powinni zastanowić się, czy nie lepiej jest dla gospodarki i społeczeństwa pokryć go dodatkową emisją. Zazwyczaj dodatkowa emisja (realizowana nawet ponad poziom wynikający ze wskazań obliczonego parytetu gospodarczego) jest mniejszym złem, niż oprocentowana pożyczka.


Emisja dostarcza środków rozliczeniowych społeczeństwu. W warunkach autentycznej gospodarki rynkowej, kiedy inicjatywa gospodarcza nie jest blokowana, emisja zwiększy popyt efektywny, co może spowodować inflację, jednak trafiając ostatecznie do przedsiębiorców kwota emisji może zostać przeznaczona na inwestycje, (oczywiście nie ma takiej gwarancji, ale wynika to z pozytywnych cech przedsiębiorców). Efekt takiej pozornie nadmiernej emisji może ostatecznie być korzystny stymulując rozwój (w tym szczególnym przypadku teoria Adama Smitha może okazać się prawdziwa).

W przypadku oprocentowanej pożyczki dzieje się coś przeciwnego. Pokrycie deficytu pożyczką (długiem publicznym zaciąganym zazwyczaj poprzez emisję obligacji) czesto jedynie odracza w czasie niekorzystne zjawisko. Deficyt powraca wraz z koniecznością zwrotu długu z odsetkami, co wpływa niekorzystnie na bilans i budżet, zaczyna brakować coraz więcej pieniędzy. „Potrzeby pożyczkowe państwa” traktowane literalnie i dosłownie jako zaciąganie długu publicznego napędzają spiralę zadłużenia, którą trudno jest później zastąpić emisją. Emisja jako monetyzacja skumulowanego długu, czyli przeprowadzona za późno, prowadzi zazwyczaj do hiperinflacji. W takim przypadku lepszym rozwiązaniem jest anulowanie długów, (choć wymaga to ułożenia na nowo stosunków finansowych z wierzycielami). Zatem o wiele lepiej jest zawczasu pokrywać deficyt emisją, niż dopuszczać do kumulowania się długów. Pojęcie „potrzeb pożyczkowych państwa” lepiej zastąpić pojęciem powinności emisyjnych państwa. W czasie pokoju zazwyczaj dzieje się tak iż;


potrzeby pożyczkowe państwa = powinności emisyjne państwa


Istotny jest także cel pożyczki. Dług publiczny może być wewnętrzny (krajowy) lub zewnętrzny (zagraniczny). Czasami pożyczki są potrzebne rzeczywiście; np. aby sfinansować zakup technologii nieobecnej w kraju. Dług zewnętrzny wynikający z takich przyczyn czasami jest konieczny lub trudny do uniknięcia. Natomiast dług wewnętrzny zaciągany na pokrycie świadczeń lub zakup dóbr dostępnych w kraju jest bezzasadny i może być zastąpiony emisją. Wewnętrzny dług publiczny jest dziwną (sic!) konstrukcją finansową, która w zasadzie nie powinna istnieć. Jest to zazwyczaj trwonienie społecznych pieniędzy, gdyż wszyscy podatnicy spłacając dług zapłacą grupie obywateli większa kwotę niż koszt emisji dodatkowej lub wynikającej z niej (ewentualnej) inflacji. Istnienie długu wewnętrznego jest świadectwem braku społecznej solidarności i nadużyć finansowych dokonywanych przez najsilniejsze grupy społeczne.

Generalnie zawsze lepsza jest emisja niż zaciąganie długów. Powinności emisyjne powinny mieć zawsze pierwszeństwo przed „potrzebami pożyczkowymi”.  Rezygnacja z emisji pieniędzy jako monetyzacji przyrostu dóbr lub sprowadzanie emisji do pojęcia „monetyzacji długu” jest błędem ekonomistów i finansistów zakładając pozytywne cechy ich motywacji, (nie chcę bowiem rozstrzygać czy jest to błąd czy cynizm).


Emisja pieniędzy może skutecznie zapobiegać zaciąganiu długów. Z tego powodu bankierzy w trosce o swoje partykularne interesy dążyli do wyeliminowania pojęcia emisji pieniędzy z rozważań ekonomicznych i zastąpienia jej propagowaniem kredytu oraz emisją papierów dłużnych np. obligacji.  Obecnie słowo emisja znacznie częściej jest używane do określenia emisji obligacji niż emisji pieniędzy. Na podstawie obligacji, czyli zobowiązania do terminowego zapłacenia (zazwyczaj niepotrzebnie zaciąganego) długu, bankierzy emitują pieniądze i w ten sposób właśnie przejmują prawo własności do efektów pracy społeczeństwa. (Zastanie to wyjaśnione w drugiej części artykułu).


Oprócz ricardiańskiej zasady parytetu złota w sztabach w upowszechnieniu systemu dominacji banków prywatnych od dwustu lat pomaga, (bo ciągle ma gorących zwolenników), prawo Saya (Jean-Baptiste Say, 1767-1832), według którego podaż sama znajduje dla siebie popyt. Prawo to jest doskonale spełnione w realiach handlu wymiennego, ale nie działa w gospodarce towarowo-pieniężnej, przy braku emisji/monetyzacji; zarówno w systemie opartym na parytecie złota, jak i w bankowym systemie dłużnym opartym na oprocentowanych kredytach.


Rozwijające się społeczeństwo (wzrost populacji) oraz jego gospodarka (coraz większa ilość towarów i usług na rynku) wymaga zwiększania ilości środków płatniczych tak samo jak biletów na seanse w kinie w przypadku wzrostu ilości miejsc na widowni lub ilości wyświetlanych filmów i system bankowy znalazł na to swój własny, oryginalny sposób, który przynosi mu niezmierne korzyści. Pożyczki już w okresie średniowiecza zostały powiązane z nieformalną emisją środków rozliczeniowych, dokonywaną przez złotników a potem bankierów w tajemnicy przed społeczeństwem. Działania te nazywa się obecnie bankową kreacją pieniądza. Można je porównać do działalności tzw. „koników”, sprzedających drożej legalne bilety, czyli w tym przypadku państwowe obligacje wyemitowane zamiast pieniędzy lub po prostu rozprowadzających własne fałszywe bilety, korzystając z wolnych miejsc w kinie, pozostawionych do dyspozycji „koników” przez dyrekcję kina, która świadomie „zapomniała” o swoim obowiązku wydruku biletów w ilości odpowiedniej do miejsc. (Ten metaforyczny opis abstrahuje od współczynnika V, ale dobitnie ukazuje wady zastępczej emisji obligacji oraz niedostatecznej emisji pieniędzy lub jej braku).


      W części historycznej niniejszego artykułu trzeba wyjaśnić (przypomnieć), co to jest bankowa kreacja pieniądza i na czym ona polega. Prototypem bankowej kreacji pieniądza było udzielanie pisemnych, papierowych zaświadczeń o posiadaniu złotych depozytów przez średniowiecznych złotników. Zaświadczenia te, na początku imienne (XII wiek) a później na okaziciela (wiek XV) wystawiane były dla klientów, którzy zdeponowali w skarbcu złotnika swoje zasoby kruszcu. Te papierowe zaświadczenia służyły ludziom do dokonywania transakcji bez pośrednictwa złota. Transakcja opierała się na zaufaniu do złotnika. Kiedy złotnicy przekonali się, że ich zaświadczenia są honorowane przez ludzi, że ludzie akceptują je, ufają im i co najważniejsze nie wybierają natychmiast złota, na które opiewa zaświadczenie, mogli wystawiać zaświadczenia, których suma przekraczała wartość rzeczywistych złotych depozytów. Niektóre zaświadczenia były zatem fałszywe. Za pomocą tych (prawdziwych i fałszywych) zaświadczeń złotnicy prowadzili interesy, udzielali kredytów, czerpali korzyści z odsetek. W celu maksymalizacji zysków złotnicy zaczęli wystawiać coraz więcej zaświadczeń fałszywych; znacznie przekraczających zgromadzone przez nich zasoby złota. Z czasem zasób posiadanych kruszców w porównaniu do sumarycznej kwoty „depozytowych” zaświadczeń: miał się jak 1:10. Aby ubezpieczyć się na wypadek niewypłacalności złotnicy i bankierzy zawierali między sobą porozumienia o ewentualnej pomocy. To właśnie było pierwowzorem istniejącego dzisiaj bankowego funduszu gwarancyjnego (BFG).


     W 1911 roku, po kolejnych stu latach od czasu Ricarda (a poprzednio Lockea) Irving Fisher (1867-1947) zmodyfikował klasyczne równanie Johna Lockea (i Davida Ricardo) do postaci: MV+MV=PT, wielkość M' określała ilość pieniądza kredytowego (dłużnego) wykreowanego przez bank, a V wielkość obrotu tym pieniądzem [6]. Równanie to uwzględniało bankową kreację pieniądza. Bankowy pieniądz dłużny (M') w przeciwieństwie do pełnowartościowego pieniądza (M), którego nie trzeba zwracać,  był w pełni kontrolowany przez banki; po pierwsze: w zakresie jego ilości, po drugie: przeznaczenia (co do celów i osób), po trzecie: oprocentowania. O ilości tego pieniądza będącego długiem  decydowali najwięksi prywatni bankierzy władający pseudo-narodowymi bankami emisyjnymi (np. Bank of England, FED Federal Reserve System), udzielając lub nie udzielając kredytów, kształtując stopy procentowe i stopę rezerw obowiązkowych. Ponieważ pieniądz bankowy nie miał ograniczenia kruszcowego, można go było mnożyć według potrzeb; spajając emisję (kreację) z udzieleniem kredytowej pożyczki. Nic więc dziwnego, że pieniądz dłużny (M') wyparł stary, kruszcowy pieniądz pełnowartościowy (M). Dzisiaj pieniądz dłużny M' dominuje niemal na całym świecie. Jego dominacja dotyczy nie tylko finansów, gospodarki i stosowanej ekonomii, ale także szkolnictwa. Znalazło to odzwierciedlenie w usunięciu oryginalnego równania Fishera: MV+M'V'=PT z teorii ekonomii i z programów nauczania akademickiego, jako zbyt prawdziwego; wskazującego na możliwość istnienia jakiegoś innego (państwowego, narodowego lub społecznego) pieniądza (M) poza prywatnym bankowym oprocentowanym długiem (M'). Obecnie klasyczne równanie Lockea i Ricarda MV=PT  jest nazywane równaniem Fishera, a symbol M zawarty w tym równaniu utożsamia się z oprocentowanym pieniądzem bankowym M'.


     John Maynard Keynes pisał: U podstaw systemu Ricarda, na którym przez ponad wiek opierała się teoria ekonomi, tkwiła myśl, że problem funkcji łącznego popytu można z powodzeniem pominąć. Na próżno Malthus energicznie sprzeciwił się twierdzeniu Ricarda, że popyt efektywny nie może być za mały. Nie będąc w stanie (poza odwołaniem się do faktów znanych z życia codziennego) objaśnić z dostateczną precyzją, w jaki sposób i dlaczego popyt efektywny bywa za mały lub za duży, nie zdołał on stworzyć konstrukcji myślowej, która by mogła zastąpić doktrynę Ricarda. Ricardo opanował tedy Anglię tak niepodzielnie, jak Święta Inkwizycja Hiszpanię. Nie tylko teoria jego została uznana przez City, mężów stanu i świat naukowy, lecz również co więcej zamilkły wszelkie spory na ten temat. Problem przestał być przedmiotem dyskusji po prostu znikł bez śladu. Wielka zagadka popytu efektywnego, którą usiłował rozwiązać Malthus, znikła z kart literatury ekonomicznej. Nie ma o niej żadnej wzmianki we wszystkich dziełach Marshalla, Edgewortha i Pigon, w których to dziełach teoria klasyczna otrzymała najdoskonalszą postać. Problem ten miał istnieć tylko w ukryciu, w podziemnym świecie Karola Marksa, Silvio Gesella i majora C. H. Douglasa.” (...) Jest coś dziwnego i tajemniczego w tym, że zwycięstwo Ricarda było tak przytłaczające. Teoria jego miała widocznie liczne i różnorakie walory dla środowiska, do którego dotarła to, że wypływały z niej wnioski odmienne od sądów zwykłych śmiertelników, przysparzało jej jak sądzę powagi naukowej, natomiast to, że jej praktyczne zalecenia były twarde i często przykre, zdobiło ją cnotą. To, że można było na niej oprzeć rozległą a zwartą konstrukcję logiczną, dodawało jej uroku. To, że przedstawiała krzywdy społeczne i jawne okrucieństwo jako nieuniknione epizody na drodze postępu, a wszelkie usiłowanie zmiany tego stanu rzeczy jako raczej szkodliwe niż pożyteczne, zjednywało jej względy władz. A to, że usprawiedliwiała swobodę działania każdego poszczególnego kapitalisty, zapewniało jej poparcie panującej klasy społecznej stojącej za władzami.[7].


      To podsumowanie Keynesa dobrze charakteryzuje znaczenie teorii Ricarda. Powinniśmy pamiętać, iż obecnie, (po skutecznym oddaleniu propozycji emisji pieniądza przez państwo   wraz ze zwalczeniem zasady interwencjonizmu), pięć zasad Ricarda działa nadal i nadal niekorzystnie determinuje naszą codzienną sytuację.


     Praktyka kreacji nowych środków rozliczeniowych przez złotników oraz nowych środków płatniczych przez banki prywatne w istocie nie różni się. Złotnicy emitowali papierowe złoto (złoto rzekome), bankierzy współcześni dokonując przelewów i rozdając karty kredytowe emitują pieniądz elektroniczny (płacenie plastikiem) w miejsce drukowanego banknotu narodowego, na emisję którego np. w Polsce ma konstytucyjny monopol NBP. Oba rodzaje tych prywatnych środków płatniczych były i są substytutem prawdziwego uznawanego pieniądza, dawniej kruszcowego, obecnie drukowanego w postaci narodowych banknotów. Substytut ten był i jest wymienialny na pieniądz pełnowartościowy, np. gotówkowy i z powrotem, ale ma swoje specyficzne cechy, które odróżniają go od pieniądza prawdziwego. Pieniądz ten jest pieniądzem dłużnym, powstaje w wyniku pożyczki. Jest to pożyczka rzekoma, gdyż pieniądz ten jest kreowany na użytek pożyczki i nie uszczupla zasobów banku posiadającego przywilej emisji (np. Bank Anglii lub FED), może jednak spowodować straty lub bankructwo prywatnego banku, który nie ma przywileju emisji (mniejsze banki prywatne w świecie zachodnim, które są zależne od prywatnych centralnych gigantów)  Kreacja i emisja to podobna procedura powoływania do życia nowych środków rozliczeniowych. Jednak ważna jest zasada na jakiej powstają środki płatnicze oraz kto i w jakim celu je emituje lub kreuje. Pieniądz pełnowartościowy powstaje jako uznany, legalny środek rozliczeniowy do prowadzenia transakcji wymiany w społeczeństwie; nie jest długiem tylko poświadczeniem wykonanej, użytecznej dla innych ludzi pracy, nie jest też oprocentowany. Prawo własności do tego pieniądza powstaje w wyniku pracy lub wypełnienia zasadnego prawnego świadczenia (np. wypłata emerytury). Substytut pieniądza tym różni się od pieniądza pełnowartościowego, że powstaje jako (oprocentowany) dług, jest wprowadzony podstępem; za pomocą przekupstwa lub oszustwa, choć zazwyczaj jest później ustawowo legalizowany. Samowolnie emitowany pieniądz dłużny, od chwili powstania jest obciążony podwójnym prawem własności.

Po pierwsze: prawo własności dotyczy producenta kredytowanych dóbr. Jest to słuszne i stanowi zasadne wynagrodzenie za pracę oraz jej efekt: przyrost dóbr.

Po drugie: obecnie prawo własności dotyczy także tego, kto kreuje pieniądz dłużny. To nie jest słuszne. Stanowi akt zawłaszczenia; i jest rzekomym prawem własności stanowiąc zdublowanie rzeczywistego prawa własności opisanego w punkcie pierwszym.

Ta druga cecha pieniądza bankowego (M')  nie była przedmiotem wnikliwej analizy, a jest to kluczowa kwestia towarzysząca kreacji pieniądza przez banki prywatne. Stanie się ona przedmiotem analizy w rozdziale drugim obecnego artykułu. 


II. Obecny sposób emisji („kreacji”) pieniądza.


     Oryginalne równanie Fishera znikło z kart literatury ekonomicznej. W podręcznikach dla studentów ekonomii zastąpiono je równaniem Lockea-Ricarda: MV=PT. Przekształcenie tego równania do postaci; M=PT/V jest znane w teorii ekonomii, choć jest zapisywane nieco inaczej: M=(1/V)PY (gdzie Y ma prawie to samo znaczenie co T ogół towarów będących przedmiotem transakcji)  i jest nazywane „popytem na pieniądz”. W teoriach liberalnych utraciło ono swoją właściwą funkcję; nie traktuje się go jako uzasadnienia i podstawy do emisji pieniądza.

    Aby zrozumieć zasady i skutki obecnego sposobu emisji środków rozliczeniowych trzeba wrócić do prawdziwego równania Irvinga Fishera i rozwinąć je.


    W równaniu MV+M'V'=PT trzeba uwzględnić nie tylko bankową kreację oprocentowanego pieniądza w formie kredytowych długów (M'), ale także ukazać dwoistą naturę prawa własności do tego pieniądza. Trzeba uwzględnić bankowe stopy procentowe (r) dotyczące kredytów oraz depozytów, zaś iloczyn PT warto rozpisać na dwa składniki:

dobra trwałe, znajdujące się poza rynkiem, będące przedmiotem dziedziczenia dorobku pokoleń i nie wchodzące w zakres aktualnej monetyzacji. Dobra te były zazwyczaj przedmiotem monetyzacji pieniądzem pełnowartościowym choć nie jest to żelazną regułą. Dla oznaczenia tego majątku użyjemy symbolu E od angielskiego słowa estate. Zatem E to pierwotny majątek trwały społeczeństwa, głównie nieruchomości i część środków produkcji.

bieżącą produkcję, konsumpcję i towarzyszące im wydatki nieprodukcyjne (np. edukacja, służba zdrowia, gaszenie pożarów) wówczas będzie to PKB (produkt krajowy brutto) zazwyczaj liczony dla jednego roku.


Opis pozostałych składników równania:


M    pełnowartosciowy pieniądz gotówkowy w obiegu społecznym, powstały głównie w okresie monetyzacji majątku E.


M' oprocentowany pieniądz dłużny kreowany przez banki komercyjne podczas udzielania kredytu. Pierwsza postać dwoistej natury pieniądza dłużnego; kredytowa monetyzacja towarów i usług, produkowanych i świadczonych przez społeczeństwo. Pieniądz ten jest tworzony na kontach sprzedawców kredytowanych towarów i jest wypłacany przedsiębiorcom, do którego mają oni prawo własności. Pieniądz ten powstaje jako bankowy depozyt, ale może zostać wypłacony z banku. Aby zachęcić jego posiadaczy do pozostawienia pieniądza w banku, oferowane są jego właścicielom odsetki od depozytów wraz z corocznym liczeniem procentu składanego (odsetki od odsetek) jako praktyki monetyzowania odsetek: rdn , gdzie n to liczba lat przez które są naliczane odsetki (w równaniu współczynnik n nie został uwzględniony).

Symbol M' pozostawimy w nowym równaniu do oznaczenia pieniądza kreowanego przez banki i jego zasadnego prawa własności jakie przysługuje producentom kredytowanych towarów.


M'' to nowy symbol związany z bankową kreacją środków rozliczeniowych; jest to oprocentowany dług kredytobiorcy (osoby prywatnej lub  przedsiębiorstwa) nie będący pieniądzem, ale wyrażony w kwocie  pieniężnej. Druga postać dwoistej natury pieniądza dłużnego; zastaw kredytobiorcy. Symbol M'' dotyczy zdublowania prawa własności do kredytowanych towarów i usług: produkowanych i świadczonych przez społeczeństwo. Ten dług jest oprocentowany a monetyzowanie odsetek rcn , też tutaj występuje i ma niebagatelne znaczenie, powiększając horrendalnie rozmiar długu z czasem.


rd    stopa procentowa depozytów zależna od przeznaczenia lokat: patrz agregaty pieniężne (wartość dodatnia),


rc     stopa procentowa kredytów (wartość dodatnia) przy czym zazwyczaj: rc > rd


Oprocentowanie kredytów to główna przyczyna inflacji i drożyzny, gdyż cena kredytu (procent) doliczana jest do cen towarów i usług. Średnio 30% cen to koszty kapitałowe.

V    współczynnik wielkości obrotu pieniądzem gotówkowym znajdującym się w obiegu społecznym. Dotyczy pieniądza narodowego lub uspołecznionego, tam  gdzie on jeszcze  występuje (wielkość statystyczna).


V' współczynnik wielkości obrotu depozytami czyli środkami pochodzącymi  z bankowej kreacji  (wielkość statystyczna)  Współczynnik ten jest zazwyczaj równy lub bliski liczbie 1 i jako taki może zostać pominięty w równaniu.  Depozyt powiększa się na skutek oprocentowania (rd) a nie na skutek obrotu. (Obrót wiąże się z wypłatą lub przelaniem depozytu) W tym przypadku bardziej istotne jest liczenie procentu (i procentu składanego), wypłacanego posiadaczom kwot M', z kwot spłacanych odsetek kredytowych: M''.


V'' współczynnik wielkości obrotu środkami dłużnymi, pochodzącymi z bankowej kreacji; i z wykupu obligacji. Nie są to pieniądze a jedynie sumy wyrażone oprocentowaną kwotą pieniężną. Współczynnik V'' ma olbrzymią wartość; to gorączkowy obrót dłużnymi papierami wartościowymi, obligacjami państwowymi, akcjami przedsiębiorstw, obrót wynikający z poszukiwania maksymalnego zysku lub z chęci uniknięcia straty. Kwoty wynikające  z tego obrotu rzadko przekładają się w sposób bezpośredni na sferę gospodarczą, a kiedy  się przekładają ich wpływ jest zazwyczaj negatywny i polega na  przejęciu prawa własności do zysku wypracowanego przez innych ludzi. Zamiana zastawionego prawa własności na gotówkę jest operacją trudną a czasami wręcz matematycznie niemożliwą, bowiem naliczany procent jest większy od sumy pieniędzy wyemitowanych (lub wykreowanych) w społeczeństwie. Zobowiązania wynikające z oprocentowanego zastawu pokrywane są zazwyczaj z odziedziczonego majątku trwałego E np. kredyty hipoteczne (w przypadku kredytobiorców indywidualnych)  lub z podatków od ludności (w przypadku obligacji i kreacji długu publicznego). W ten oto sposób kreatorzy i udziałowcy systemu oprocentowanego pieniądza dłużnego pauperyzują społeczeństwo a czasami dokonują grabieży majątku narodowego. (np. procedura foreclosure wprowadzona podczas kryzysu w USA, czyli przejmowanie domów zadłużonych rodzin).


Ob obligacje, emisja oprocentowanych papierów wartościowych przez państwo w celu pozyskania pieniądza: droga do zaspokojenia tzw. „potrzeb pożyczkowych państwa” i kreacji długu publicznego.


Dp dług publiczny powiększony przez oprocentowanie.


Po wprowadzeniu potrzebnych zmian stare równanie Fishera przyjmie nową postać:


E+MV+M'(1+rd)V'+Ob= PKB+M''(1+rc) V''+Dp


Oto równanie ukazujące obecne uwarunkowania ekonomiczno-monetarne. Aby zrozumieć dobrze to równanie trzeba przyjąć adekwatną perspektywę czasową. Dla Polski może to być ostanie dzesięciolecie lub lepiej ostatnie dwudziestolecie „transformacji ustrojowej”.


Lewa strona równania to środki trwałe, w tym zgromadzony majątek (E), pieniądz pełnowartościowy (M) i oraz obrót tym pieniądzem (V). Występuje tutaj także pieniądz M' pieniądz kreowany przez bank podczas kreacji kredytowej, na zasadzie monetyzacji wytworzonych dóbr. Pieniądz ten jest własnością producentów użytecznych dóbr i zasila gospodarkę poprzez wypłacanie pensji pracownikom, konsumpcję przedsiębiorców i pracowników, co wspomaga obrót V. Pieniądz M' jest często wypłacany z banku i trafia do obiegu łącząc się z pieniądzem M. Pieniądz M oraz M' (z nowego równania) to pieniądz pełnowartościowy, którego nie trzeba zwracać, pomimo, że jest on tworzony przez bankierów. Stanowi on monetyzację produkcji; dóbr i usług kiedy jest otrzymywany jako zapłata za towar lub usługę (pracę), a nie jako zysk z odsetek od kwoty zastawu M''. Z czasem bankierski pieniądz M' wypiera narodowy pieniądz M. Jest to podstawowa zasada praktyki finansowej bankierów cywilizacji zachodniej, dzięki której uzyskują oni monopol na kreację środków rozliczeniowych i realną władzę polityczną w danym państwie. Państwo, które oddaje władzę emisyjną bankom a potrzebuje pieniędzy, (bowiem kwoty uzyskane z podatków nie wystarczają), emituje obligacje lub zaciąga własne pożyczki, co zostało oznaczone symbolem Ob.

  

Prawa strona równania to efekt organizacji życia gospodarczego za pomocą środków opisanych po lewej stronie. Mamy tutaj przede wszystkim produkt krajowy brutto rozpatrywany jako sumę wszystkich transakcji; tych pożytecznych budujących wspólnotę i społeczeństwo, oraz tych negatywnych, które są jednak tolerowane przez ludzi; spożycie alkoholu, papierosy, gry hazardowe itp.

Drugim składnikiem po prawej stronie jest zadłużenie. Społeczne przyzwolenie na bankową kreację środków rozliczeniowych (przy braku pełnej świadomości co do jej cech) oraz bankierski monopol na kreację oprocentowanych pieniędzy dłużnych skutkuje „produkcją długu” dla ludności równolegle do produkcji uwzględnianej w PKB. Kwoty długu (M'') rosną zgodnie z ustalonym oprocentowaniem a ich spłata  jest zależna od ilości pieniądza M i M'. W przypadku bankierskiego monopolu kiedy dysponujemy wyłącznie pieniądzem M' różnica wynikająca ze stóp procentowych rc > rd może być pokryta tylko ze zgromadzonego wcześniej majątku (E).


Nawet gdyby pieniądz M' był w miarę równomiernie rozłożony wśród kredytobiorców, część z nich musiałaby zbankrutować z braku dostatecznej ilości pieniądza na pokrycie zobowiązań dłużnych M''. W rzeczywistości jednak pieniądz M' i zobowiązanie dłużne M'' dotyczą zupełnie innych osób, a w społeczeństwie trwa bezpardonowa walka o pozyskanie M' (lub M) w celu spłaty długów. Walka, w której i tak ktoś musi przegrać z powodu zależności matematycznych. W efekcie dług osób prywatnych, o ile ma zostać spłacony, musi być częściowo pokryty przejęciem wcześniej zgromadzonego majątku na zasadzie egzekucji komorniczej lub poprzez upadłość. Zaś dług publiczny Dp obciąża wszystkich podatników jak i ich spadkobierców. Jest to systemowa wada systemu opartego na bankowej emisji długów. Znaczący wysiłek intelektualny i finansowy jest angażowany po to, aby tę cechę obecnego systemu finansowego przedstawić jako cechę konieczną i normalną, choć niestety przykrą. Działania zwolenników systemu pieniądza dłużnego obejmują szerokie spektrum: począwszy od promocji poglądów i ”dzieł” naiwnych lub cynicznych ekonomistów, poprzez kontrolę systemu edukacji i przydzielania stopni naukowych oraz nominacje do uznanych nagród a skończywszy na zmowie milczenia wobec teorii odmiennych, dyskredytacji ich autorów, a ostatecznie fizycznym eliminowaniu przeciwników ideowych i politycznych.


      Największym utrudnieniem w zrozumieniu natury współczesnego systemu bankowego jest brak kryterium odróżnienia, który kredyt jest autentyczną pożyczką, a który jest już kreacją nowego pieniądza takiej oceny można dokonać jedynie sumarycznie porównując bankowe pierwotne zasoby pieniądza (M), z kwotą udzielonych kredytów (M') pomniejszoną o wpływy gotówkowe (M). Zależności realne ujęte logicznie uwarunkowane są w tym przypadku zależnościami ilościowymi. Prawdziwa pożyczka z kapitału bankowego lub z depozytów M nie jest kreacją tylko autentycznym pośrednictwem finansowym, które chętnie jest eksponowane przez bankierów ale ona zazwyczaj nie ma miejsca, bowiem pieniądz M jest szybko wypierany z rynku i stanowi margines zasobów prywatnego banku (zazwyczaj ulokowany jako rezerwa na koncie w banku centralnym). Pożyczka z wykreowaniem kwoty pożyczanej M' jest powszechna, ale bank musi liczyć się z potrzebą wypłaty gotówki M na życzenie klienta kredytobiorcy, co zamienia wówczas kreację w autentyczną pożyczkę. Tak więc należałoby precyzyjnie liczyć sumaryczne ilości wypłat gotówkowych M w porównaniu do wielkości kreowanej akcji kredytowej M', aby oszacować wielkość kreacji i autentycznej akcji pożyczkowej. Każdemu kredytowi rozpatrywanemu jednostkowo można byłoby wówczas przypisać prawdopodobieństwo bycia efektem kreacji i pożyczki. Maksymalną rozbieżność pomiędzy kreacją a autentyczną pożyczką określa bank centralny podając do wiadomości tzw. stopę rezerwy obowiązkowej. Obecnie w świecie zachodnim i w Polsce jest to oficjalnie granica 3%, czyli proporcja kreacji do pożyczki może się mieć jak 33:1. Bank miałby wówczas prawo żądać zwrotu jedynie tej części kredytu, która może stać się w myśl oszacowania statystycznego pożyczką a nie całości kwoty, tak jakby kreacja pieniądza bankowego w ogóle nie występowała i zawsze mielibyśmy do czynienia z autentyczną pożyczką. Praktyka banku, który zawsze żąda zwrotu całej kwoty kredytu wraz z odsetkami jest dostosowana do finansowej fikcji tej drugiej interpretacji, w myśl której „bank pożycza pieniądze wyłącznie z depozytów” i nie dokonuje kreacji pieniądza. W świetle opisanych zależności realnych rzeczywistym kredytem (pożyczką z depozytów) jest tylko część kwoty; np.: ta skrajna 1/33 (wówczas jest to jedynie 3%)  lub inna np. zwyczajowo podawana 1/10 (10%), drugą częścią kredytu jest kreacja nowych środków rozliczeniowych (np. 97% lub 90%), które stają się pożyczką rzekomą i jako takie są formą przywłaszczania sobie prawa własności do kredytowanego produktu, (co nazwaliśmy dublowaniem prawa własności). W istocie te kreowane przez bank kwoty powinny być formą legalnej emisji pieniądza dla społeczeństwa prowadzoną na zasadzie Pro Publico Bono. Pierwszym właścicielem tego pieniądza powinien być producent kredytowanych dóbr. Poprzez jego wydatki (konsumpcję, inwestycje, podatki i jałmużnę) pieniądz ten trafia do reszty społeczeństwa, kreując obrót umożliwiający zaspokojenie ludzkich potrzeb.  Konsekwencją tak precyzyjnego myślenia o powstawaniu pieniędzy jest  sformułowanie, w zakresie polityki finansowej dwu postulatów, jako dwu wariantów zasadnego postępowania:


Nr 1. Kredyt banku komercyjnego powinien być oprocentowany jedynie w zakresie rzeczywistej pożyczki z pominięciem kwoty kreowanej. Bank otrzymywałby zwrot wysokości autentycznej pożyczki i czerpał swój zysk tylko z odsetek od tej kwoty. Kwota wykreowana przez bank komercyjny byłaby zwracana przez kredytobiorcę do banku centralnego i nie musiałaby być oprocentowana. Różnica pomiędzy pożyczką a emisją, zwracana przez kredytobiorcę, stanowiąca kwotę monetyzacji gospodarki byłaby doliczana do budżetu i dalej rozdysponowywana w zależności od potrzeb gospodarczo-społecznych.


Nr 2. Innym wariantem jest generalne oddzielenie akcji pożyczkowej od emisji, która powinna być prowadzona na innych zasadach np. jedynie przez bank centralny. Kredyt zaś mógłby być udzielany przez bank komercyjny wyłącznie ze środków własnych lub z depozytów, najlepiej za wiedzą deponentów, którzy oczekując na udział w zysku, partycypowaliby w ryzyku gospodarczym kredytobiorcy; a więc nie tylko w zyskach, ale i stratach związanych z kredy-towanym przedsięwzięciem.


     Oto dwa warianty rozwiązań zasadnych prawnie, finansowo i ekonomicznie, choć wymagają one jeszcze analizy i dodatkowych komentarzy.

 

    Obecna monetyzacja gospodarki za pomocą kreowanego bankowego pieniądza M' (zasilającego konta producentów oraz osób świadczących usługi) to w istocie rzeczywista monetyzacja realnie wypracowanego majątku. Jednak pod względem ilościowym nie jest ona prowadzona zgodnie z parytetem gospo-darczym: ΔM=(ΔT)P/V. W procedurach bankowych związanych z udzielaniem kredytu nie uwzględnia się tak złożonych obliczeń. Wystarcza tzw. zdolność kredytowa kredytobiorcy oraz towar będący przedmiotem kredytowania. Wymóg zdolności kredytowej, jako podstawa kreacji pieniądza przez bank, nie jest związany w sposób bezpośredni z zapotrzebowaniem na emisję wynikającą z równania emisji: ΔM=(ΔT)P/V. Znaczny przyrost ilości towarów na rynku stwarza oczywiście potrzebę emisji. Jednak zgodność akcji kredytowej prowadzonej przez prywatne banki z parytetem gospodarczym jest przypadkiem rzadkim pośród wielu możliwych. Rozwiązania opisane w postulacie Nr 1 i Nr 2 wprowadzają możliwość elastycznej kontroli poziomu monetyzacji gospodarki przez bank centralny, który może zatrzymać cześć pieniędzy spłaconych przez kredytobiorcę, o ile w akcji kredytowej kreuje się zbyt dużo pieniądza lub może emitować pieniądz pełnowartościowy w przypadku kiedy monetyzacja M' prowadzona przez banki prywatne jest niewystarczająca. Postulat oznaczony numerem 1 pozwala elastycznie zarządzać monetyzacją prowadzoną w formie bankowej kreacji i tradycyjnie dokonywaną przez bank zazwyczaj zbyt żywiołowo. Postulat Nr 2 to bardzo drastyczne ograniczenie działalność banków komercyjnych, które może być wprowadzone jako sankcja wobec banków nie stosujących się do zasad opisanych w postulacie Nr 1. Najważniejsze w obu postulatach jest to, iż stanowią lekarstwo na dublowanie prawa własności, które jest podstawą niesprawiedliwości społecznej w systemie lichwiarskiego kapitalizmu. Oba postulaty mogą też uczynić zbędną emisję obligacji i zaciąganie długu publicznego. Oba stanowią pomost ku bankowości bezodsetkowej, opartej na emisji pieniądza pełnowartościowego, funkcjonującej dzięki rozwojowi realnej gospodarki.  Zanim omówimy tę kwestię, przypatrzmy się, jak obecnie przeprowadza się monetyzację gospodarki.


      Obecnie akcja kredytowa w porównaniu do potrzeb monetyzacji jest zbyt mała lub zbyt duża, a jej dynamika nie zmienia się przypadkowo, tylko jest kreowana. Ten niezmiernie dochodowy interes jakim jest emisja środków rozliczeniowych wraz z przypisaniem im zdublowanego prawa własności przez emitenta, nie jest zostawiony sam sobie i nie rozwija się przypadkowo. Obfitość kredytów udzielanych na początku to promocja pieniądza bankierskiego M'. Tani kredyt pozwala ludziom lepiej lub szybciej zaspokoić swoje potrzeby bytowe lub szybko zrealizować swoją chęć posiadania. Spłata odsetek na początku nie jest kłopotliwa bowiem istnieje w społeczeństwie pieniądz M oraz duża podaż nowego pieniądza M'. Szybkość obrotu V ustalona w realiach dostatku pieniądza M oraz M' pozwala na pozyskiwanie środków na spłatę kredytu. Monetyzacja i podaż pieniądza M' odbywa się falowo. 


     W początkowym okresie kredytowego prosperity występuje łagodna falowość: wzrost PKB będący wynikiem zwiększonej podaży M' jest przesłanką podniesienia stóp procentowych: rc oraz rd, tak aby poprzez oprocentowanie i manipulację stopami procentowymi, skonsumować przyrost dóbr i uniknąć potencjalnej inflacji. Wzrost gospodarczy zostaje zablokowany wzrostem stop procentowych (tzw. „ceny pieniądza”) czyniących tezauryzację bardziej opłacalną. Jest to tzw. „restrykcyjna polityka finansowa” prowadząca do osłabienia tempa wzrostu PKB, która zawsze dziwi uczciwych analityków gospodarczych i jest dla nich zaskoczeniem. Polityka kształtowania stóp procentowych jest jednak obecnie podporządkowana interesom ludzi żyjących z kapitału, których nie martwi to, iż pozostaje ona w opozycji do potrzeb społeczeństwa i jego gospodarki. Po zmonetyzowaniu wzrostu gospodarczego za pomocą wzrostu oprocentowania rd następuje obniżenie stóp procentowych rc i rd, ­­– gospodarowanie znów staje się bardziej opłacalne od tezauryzacji.


     Ta falowość polega jedynie na regulacji (lub raczej: deregulacji) stóp procentowych i cykliczności mikro-kryzysów i miko-ożywień gospodarczych i jest stosunkowo niegroźna. Pomimo stosowania takiego mechanizmu ciągle zwiększa się ilość pieniądza M'. Nadmierna ilościowo emisja M' pieniądz ten jest dostępny od chwili udzielenia kredytu powoduje, że pieniądz jest obecny w społeczeństwie pomimo konieczności spłaty zobowiązań dłużnych M'', które są przecież odroczone (!). Obfitość pieniądza M' powoduje wzrost cen, kredyty zaciągane są na coraz wyższe kwoty a umowy kredytowe gwarantują bankom prywatnym coraz większe zyski.


     Jednak taka sytuacja nie jest korzystna dla największych prywatnych banków emisyjnych: np. FED i EBC. Postęp inflacji pomniejsza realną siłę nabywczą pieniędzy zgromadzonych dużo wcześniej dzięki dokonanej spłacie dawnych kredytowych długów. Poza tym duża podaż pieniądza M' pozwala społeczeństwu prowadzić interesy niezależnie od bankowych kredytów, co prowadzi do uniezależniania się obywateli (i gospodarki) od kredytu wystarczy zaczekać, zaoszczędzić pieniądze i kupić dane dobro za gotówkę bezpośrednio od sprzedawcy. Wstrzymanie akcji kredytowej, (brak dopływu nowych zasobów pieniądza M' na rynek) to nie tylko zastopowanie inflacji, ale i ochrona bankierskich interesów, które mogłyby zostać uszczuplone przez „krótkowzroczną” politykę maksymalizacji zysku z odsetek. Wstrzymanie kredytowego dopływu pieniądza M'  przy konieczności spłaty kwot M'' powoduje nie tylko oddalenie inflacji, ale rodzi deflację. Dzieje się tak, bowiem spłata kredytu pieniądzem M i M' zmniejsza jego ilość na rynku, a zablokowanie emisji M przez urzędników państwowych współpracujących z bankierami (co stało się już niechlubną normą), sprawia że pieniądz M staje się coraz trudniejszy do pozyskania. W efekcie zminimalizowania lub wycofania kredytowej monetyzacji M' następuje złamanie rynku i szkoda gospodarcza nieporównywalnie większa od mikrokryzysów wywołanych poprzez manipulacje stopami procentowymi. Załamanie finansowe i towarzyszący mu poważny kryzys gospodarczy następujący po okresie prosperity to „cykl gospodarczy bankowości odsetkowej” drugi rodzaj falowości i sposób utrwalenia władzy finansowej największych banków kosztem banków mniejszych (zależnych od gigantów) oraz kosztem społeczeństwa. W efekcie sztucznie wywołanej deflacji i załamania gospodarczego największe banki przejmują mniejsze po śmiesznie niskiej cenie, a czasami dostają one na te operacje pieniądze od rządu, czyli obecnie od podatników, co zaistniało po raz pierwszy w dziejach, w USA, podczas obecnego kryzysu dzięki decyzjom prezydenta Baracka Obamy, reprezentującego interesy bankierów z Wall Street.  Tak więc deflacja opłaca się największym bankom znacznie bardziej niż stosunkowo nikły zysk z odsetek. Okazuje się, że ci, co mają pieniądze, zarabiają najlepiej na ich braku u innych temu właśnie służy cykliczność gospodarki i kryzys finansowy: kryzys dla społeczeństwa, przedsiębiorców i małych banków, a ”piękne czasy” dla finansowej oligarchii.


     Główne wnioski płynące z przedstawionego równania:


1. Zgadzając się na istnienie prywatnego odsetkowego systemu finansowego kreującego długi dla obywateli „produkujemy” oprócz towarów i użytecznych dóbr także: nasz własny rzekomy dług wobec banków. Jest on dodatkowo powiększony przez dług publiczny, dług całego społeczeństwa.


2. Nasza emisja długu jest wynikiem braku świadomości; ten zaś jest uwarunkowany informacyjną manipulacją podczas edukacji ekonomicznej i działalności niektórych mediów.


3. Produkcja długu polega na emitowaniu nowych pieniędzy pod pozorem udzielania pożyczek kredytowych. Dług pojawia się poprzez zdublowanie prawa własności do kreowanych kwot. Jest on uzasadniany koniecznością wypłaty pieniędzy na życzenie klienta kredytobiorcy. Takie zjawisko jak wypłata gotówki jest jednak coraz rzadsze. Ludzie coraz powszechniej zadowalają się pieniądzem M'. Stąd symulacja pożyczki M podczas emisji kredytowej M' oraz jej konsekwencje w postaci naliczania kredytobiorcy długu M'', stają się coraz bardziej powszechnym i jawnym nadużyciem finansowym.  Dług publiczny zaś jest efektem wyzbycia się przez państwo swojego przywileju emisji pieniędzy.


     Skutki takiej polityki finansowej widać doskonale na Wykresie Nr 1 ilustrującym podstawowe wielkości i zależności makroekonomiczne. Wykres sporządzono dla Polski na podstawie danych NBP, GUS i Ministerstwa Finansów z lat 1995-2009, według opracowania wielu autorów.


     W latach 1996-2009 agregat pieniężny M1, czyli gotówka plus bankowe wkłady płatne na żądanie, wzrosły o 548%. W tym podaż pieniądza gotówkowego poza kasami banków wzrost o 375%. Agregat M3 gotówka wkłady i lokaty terminowe: wzrost 493%. [x7] PKB w cenach bieżących wzrost 299%.  Tak duży wzrost jest oczywiście efektem inflacji. Znacznie bardziej jest on uwarunkowany wzrostem masy finansowej niż wzrostem realnej gospodarki.


Zadłużenie zagraniczne Polski; wzrost 570%. Na koniec I kwartału 2009 roku, (dane NBP http://www.nbp.pl/statystyka/dwn/zadl99_09kw.xls), całkowite zadłużenie zagraniczne Polski wyniosło 798,4 mld zł. Całkowite zadłużenie Polski: a dokładnie całkowite zadłużenie zagraniczne plus dług wewnętrzny sektora finansów publicznych, w II kwartale 2009 r. wyniosło (dane MF http://www.mf.gov.pl/_files_/dlug_publiczny/zadluzenie/publikacje/zsfp_2009_ii.pdf­)  1252 mld zł., czyli poziom bliski 100% PKB. (Podane dane nie obejmują wewnętrznego zadłużenia gospodarstw domowych i przedsiębiorstw prywatnych).

    W latach 1997-2005 wzrósł o 228% procent ludzi żyjących poniżej minimalnego poziomu egzystencji (ubóstwo absolutne). Po roku 2005 jako antidotum na ubożenie ludzi w III Rzeczypospolitej  zastosowano inny sposób statystycznego liczenia minimalnego poziomu egzystencji, co zaowocowało spadkiem wskaźnika w 2006 roku do ok. 7%,  ale w latach następnych nawet ten nowy (mało rzetelny) wskaźnik przekroczył 12% i rósł dalej, na co znalazło się inne statystyczne rozwiązanie; nie podawanie sumarycznego wskaźnika ubóstwa absolutnego do publicznej wiadomości. Dzisiaj można przyjąć założenie, iż wskaźnik ten przekroczył 20%. (wzrost około 400% od 1997 roku).

     Jedyna krzywa o tendencji spadkowej to krzywa wielkości obrotu liczona według równania; V=PKB/M1 (spadek o 50%). Krzywa ta ukazuje fałsz twierdzenia, jakoby banki pośredniczyły w obrocie gotówkowym i ułatwiały ten obrót. Okazuje się, że jest dokładnie odwrotnie. Banki ograniczają obrót środkami finansowymi, poprzez zastępowanie obrotu emisją kredytowego długu. Wzrost długu oraz jego spłata, przekłada się najpierw na wzrost dysproporcji majątkowych w społeczeństwie, potem na spadek obrotu a ostatecznie na wzrost poziomu ubóstwa wśród obywateli.


     Wykres Nr 1


     Podstawowe wielkości i zależności makroekonomiczne w Polsce w latach 1995-2009, dane na koniec roku (z 31 grudnia). W 2009 roku dane z czerwca lub września. Na podstawie informacji NBP, GUS i Ministerstwa Finansów, według opracowania wielu autorów.





III. Droga wyjścia.

Uwolnienie emisji pieniądza

od informacyjnej manipulacji i od rzekomego długu.



      Pogłębiona analiza realiów obecnego sposobu emisji środków rozliczeniowych pozwoliła wyodrębnić postacie w jakich funkcjonuje pieniądz: M i M' oraz pochodna pieniądza M' dług M''. W trzeciej części zostanie przedstawione konstruktywne i zasadne prawnie rozwiązanie problemów jakie niesie ze sobą wadliwa koncepcja emisji.


      Po pierwsze trzeba zapomnieć o manipulacjach Dawida Ricardo i innych osób sugerujących, że emisja pieniądza zawsze prowadzi do inflacji. Oddalenie tego nadużywanego twierdzenia nie wymaga wielkiej inteligencji, wymaga tylko podstawowej uczciwości intelektualnej i znajomości matematyki w zakresie szkoły podstawowej. Brak zrozumienia prostych zasad matematycznych (i etycznych) przez absolwentów kursów ekonomi liberalnej i neoliberalnej (ekonomiczna deregulacja) wynika z wystawienia młodych ludzi na akademicką manipulację  uwarunkowaną stresem egzaminacyjnym i troską o swój los.


      Ludzie, którzy nie mieli kontaktu z akademicką ekonomią liberalną, często znacznie łatwiej i szybciej orientują się w realiach odsetkowego systemu pieniądza dłużnego, niż ludzie wystawieni przez lata na ekonomiczną indoktrynację opartą na błędnych i nieetycznych założeniach. Studentom ekonomii i finansów trudno jest uwierzyć w to, iż tkwią po uszy w błędzie, na dodatek często tak jak i ich profesorowie. Spostrzeżenie Johna Maynarda Keynesa, iż trudność polega nie na nowości idei, ale na tym, żeby się wyzwolić od starych poglądów, które są głęboko zakorzenione w każdym, kto otrzymał takie wychowanie jak większość z nas, jest nadal aktualne.


      Po drugie trzeba inaczej sformułować reguły emisji i parytet dla pieniądza niż uczynił to Ricardo i inni w omówionych wcześniej pięciu zasadach


      Emisja pieniądza jako pełnowartościowego środka rozliczeniowego, którego nie trzeba nikomu zwracać, (a można zarobić) powinna zostać oparta na przyroście wartości dodanej tworzącej PKB, czyli na przyroście ilości dóbr i usług dostępnych na rynku. Przyrost tych dóbr dokonuje się dzięki ludzkiej pracy zorganizowanej społecznie, w której partycypuje znakomita większość osób, często niezwiązanych bezpośrednio z procesem produkcji, ale członków społeczeństwa, mających swój wpływ na produkcję poprzez własną użyteczną działalność. W efekcie wszystkie te osoby tworzą dochód narodowy i uczestniczą w obrocie V.  Nie występuje natomiast w procesie produkcji w żaden sposób samoistne matematyczne pomnażanie dóbr tak więc nie ma żadnego powodu, aby emisję pieniądza prowadzić poprzez oprocentowanie (stopy procentowe i odsetki). Rezygnacja z oprocentowania podczas emisji jest uzdrowieniem tej emisji. Oprocentowanie inaczej lichwa od zarania dziejów była uznawana za zjawisko patologiczne. Można tu ponownie przywołać słowa Keynesa dotyczące ekonomii liberalnej; o wiele dobitniejszym sprawdzianem potęgi jakiejś idei jest bowiem wykorzenienie przez nią wiary w to, co oczywiste, niż wprowadzenie do powszechnie uznawanych pojęć czegoś tajemniczego i dalekiego. Teoretykom liberalizmu udało się wykorzenić powszechne niegdyś przeświadczenie o patologii lichwy [8].


     Nowe równanie ekonomiczno-monetarnej równowagi przedstawia się następująco:


E+MV+M'= PKB


    Nie ma w nim oprocentowania ani długu. Nie ma też współczynnika V' bo wielkość obrotu V' dla depozytów bankowych wynosi 1. Depozyt wypłacony z banku staje się kwotą M i bierze udział w obrocie V (ewentualnie zmieniając wartość współczynnika V).


    Równanie zasadnej emisji pieniądza przyjmie zatem postać:


ΔM=ΔPKB/V


    gdzie: symbol Δ to przyrost.


    Wzrost PKB najlepiej monetyzować pieniądzem pełnowartościowym M. Jego przyrost może zasilić budżet lub zostać rozdysponowany wśród najbardziej potrzebujących, lub jedno i drugie we właściwej proporcji. Propozycja, aby podzielić go równo pomiędzy wszystkich obywateli i wszystkim wypłacać tyle samo pieniędzy (dywidenda w teorii Kredytu Społecznego) jest „spłaszczeniem” pożytku, jaki może zostać osiągnięty w wyniku emisji, choć na pewno takie rozwiązanie jest lepsze niż oprocentowanie pieniędzy generujące dodatkowe zyski jedynie osobom posiadającym nadmiar środków finansowych, czyli powiększanie dysproporcji majątkowych w społeczeństwie.


    Monetyzacja przyrostu PKB poprzez emisję pieniądza M, zakłada przyjęcie jednego z dwu postulatów dotyczących bankowej kreacji pieniądza, opisanych w II części artykułu, w punktach Nr 1 i Nr 2.

Albo bank komercyjny będzie stosował oprocentowanie jedynie w zakresie rzeczywistej pożyczki, a kwota przez niego wykreowana zostanie zwrócona przez kredytobiorcę do banku centralnego, gdzie zostanie dalej rozdysponowana.

Albo narodowy bank centralny na żądanie obywateli (!) oddzieli akcję kredytową od emisji, czyli ograniczy pożyczki udzielane przez banki komercyjne do zasobów zgromadzonego przez nie kapitału. W takich warunkach społecznie kontrolowany bank centralny (SEBC i EBC) samodzielnie dokonujący monetyzacji gospodarki, będzie mógł prowadzić emisję pieniądza i swoje operacje bankowe bezodsetkowo, kierując się zasadą dobra społecznego: Pro Publico Bono.


     Wzrost kwot M na skutek monetyzacji przyrostu dóbr stopniowo uniezależni gospodarkę od konieczności zaciągania kredytów, nie likwidując jednak takiej możliwości. Spowoduje to przede wszystkim przerwanie następstwa cykli gospodarczych i zapobiegnie pojawianiu się kryzysów (przynajmniej tych występujących z powodu wad strukturalnych kapitalistycznego, lichwiarskiego systemu finansowego). Innym efektem może być potanienie kredytu (obniżenie stop procentowych) oraz uruchomienie kreatywności gospodarczej banków, które przestaną czerpać nienależne zyski z kreacji pieniądza i zadowalać się prostym naliczaniem odsetek. Banki dysponujące własnym i powierzonym kapitałem będą mogły używać go do bardziej atrakcyjnych dla społeczeństwa celów; np. finansowanie badań lub wdrożeń nowych technologii ograniczających koszty produkcji lub chroniących środowisko i dlatego cennych (zyskownych) dla społeczeństwa. Takie nowe zastosowania zgromadzonych kapitałów mogą przyczynić się do zmiany społecznego wizerunku banków; mocno nadszarpniętego akcją zadłużania narodów. Jest to droga do renesansu bankowości czyli podporządkowania bankowości wartościom akceptowanym społecznie.


    W zakresie uwolnienia społeczeństw od rzekomego długu należy zalegalizować wykreowany pieniądz M' uznając go za pełnowartościowy, legalny środek płatniczy. Wówczas zostanie zlikwidowana „potrzeba” symulacji pożyczki dla kreacji pieniądza podczas akcji kredytowej oraz jej konsekwencje w postaci naliczania kredytobiorcy długu M'', Uznanie samoistnej wartości pieniądza wykreowanego M' (bez dublowania dotyczącego go prawa własności), jest przesłanką i może być przyczyną anulowania kwot długu M'' [9].

    Taka operacja nie zmieni ilości dostępnych środków rozliczeniowych, choć nowe uwarunkowania gospodarcze wynikające z uwolnienia społeczeństwa od długu, będą wymagały uważnego monitoringu i prowadzenia adekwatnych działań. Trzeba będzie zaczekać z emisją/monetyzacją (M), gdyż uwolniony od długu pieniądz M' trafi w większej ilości na rynek i stanie się impulsem inflacyjnym, także poprzez powiększenie współczynnika obrotu V, który w Polsce spadł obecnie do wartości 3.6, czyli  do poziomu 55% z lat 1996-2001, kiedy wynosił średnio 6,5.

Wzrost ilości pieniędzy na rynku i powrót do poprzedniej wielkości obrotu (lub jego wzrost) to zjawiska korzystne, pozwalające zaspokoić potrzeby społeczne, to także wyższe wpływy podatkowe, które pozwolą szybciej spłacić dług publiczny. Ewentualna strata inflacyjna dotycząca posiadaczy wewnętrznego długu publicznego zrównoważy nienależne zyski osiągnięte podczas zadłużania społeczeństwa.  Po ustabilizowaniu się sytuacji gospodarczej będzie można przystąpić do monetyzacji gospodarki poprzez emisję pieniędzy pełnowartościowych M według obserwowanych i obliczonych parametrów gospodarczych: PKB i V. Ta emisja będzie mogła być z czasem zróżnicowana na:

fundusz konsumpcyjny limitowany ilością już istniejących, wyprodukowanych dóbr

fundusz inwestycyjny podporządkowany, w zakresie celu; społecznym potrzebom i rozliczany według produkcji, która pojawi się na skutek realizacji inwestycji.


NOWA ARCHITEKTURA FINANSOWA


Będzie to początek nowej drogi w ekonomii i finansach, której wprowadzenie jest potrzebą oczywistą, choć obecnie równie oczywisty jest brak zaplecza politycznego dla takiego ruchu. System oprocentowanego pieniądza dłużnego, wypracowany jako system państwowy ponad trzysta lat temu w Anglii, (przez prywatne osoby współpracujące ze skorumpowanym monarchą), w oparciu o  średniowieczne tradycje lichwiarskie zakorzenione w niedoborze pieniądza kruszcowego, właśnie dobiega końca. Jego reanimacja nie ma żadnego ekonomicznego, finansowego ani społecznego sensu, (podobnie jak jego wprowadzenie w Polsce w latach 1989-1994). Lepiej zacząć realizować nową architekturę finansową opartą na dwudziestowiecznych tradycjach ekonomii obywatelskiej, a w Polsce (dodatkowo) zgodną z zapisami Konstytucji R.P., która rezerwuje prawo do emisji pieniądza wyłącznie dla NBP. [10]. Pozostałe sprawy monetarne są możliwe do ustalenia w Polsce i szeroko w UE w trybie ustawowym, włącznie ze sposobem obliczania budżetu i deficytu budżetowego, który jest wadliwy i wymaga poważnej korekty [11]. Nawet przyjęcie w Polsce euro nie powinno prowadzić do utraty wyłącznego prawa do emisji pieniądza przez NBP, bowiem prawo do emitowania wspólnego europejskiego pieniądza euro mogą (i powinny) posiadać wszystkie banki centralne państw UE (SEBC) oraz realizować je na podstawie ustalonych zasad w odniesieniu nie tylko do monet, ale także do banknotów. Wymaga to rozszerzenia zasad Nowej Architektury Finansowej na Unię Europejską (SEBC i EBC). Powinien to być dalekosiężny cel strategiczny wszystkich pozytywnych sił społecznych w Polsce, UE i na świecie. Trzeba stworzyć społeczno-polityczne zaplecze dla realizacji Nowej Architektury Finansowej.


Oczywiste jest, że pomyślność każdego społeczeństwa opiera się na wyznawanych i realizowanych wartościach i ich adekwatności do systemu duchowego panującego na świecie (!). Mechanizm finansowy nie zastąpi wartości duchowych, choć może być pomocny lub przeszkadzać w ich ekspresji oraz upowszechnianiu się wśród ludzi; np. oprocentowanie dodatnie pieniądza sprzyja rozwojowi samolubnej tezauryzacji, lecz wprowadzenie oprocentowania ujemnego nie oznacza automatycznego rozwoju altruizmu, choć sprawia, że kompulsywne kumulowanie bogactwa nie jest już tak łatwe.


Ostateczny wniosek jest taki, iż reforma systemu finansowego powinna być skoordynowana z odrodzeniem wartości duchowych i etycznych wspólnoty ludzkiej. Sama reforma systemu finansowego wiele nie zmieni, a chciwi ludzie znajdą nowe sposoby na realizację swojego uprzywilejowania. Postęp polega na rozwoju autentycznego racjonalizmu opartego na pozytywnych prospołecznych wartościach, a nie na pseudoracjonalizmie ludzi chciwych, który ostatecznie okazuje się zazwyczaj sprytnie uzasadnionym oszustwem a nie racjonalizmem.


Jacek Andrzej Rossakiewicz                            Warszawa, 19.11.2009 10.10.2010



www.demokracja-finansowa.org.pl







PRZYPISY:


WSTĘP:

[1] Silvio Gesell (1862-1930), przedsiębiorca urodzony w Niemczech, mieszkający w Buenos Aires a później w Szwajcarii. W 1891 r. w Buenos Aires wydał broszurę Reforma walutowa jako pomost ku państwu socjalnemu, w której stwierdzał, iż „wyzysk ludzkiej pracy nie ma swoich źródeł w prywatnej własności środków produkcji, (tak jak to widział Karol Marks), ale raczej istnieje przede wszystkim w sferze dystrybucji jako rezultat wad w strukturze systemu monetarnego. Podstawowe dzieło S. Gesella to Die Natürliche Wirtschaftsordnung durch Freiland und Freigeld (Naturalny porządek ekonomiczny dzięki wolnej ziemi i wolnemu pieniądzowi), wydane w Berlinie i Brnie w 1916 r. (dostępne w internecie: http://userpage.fu-berlin.de/~roehrigw/gesell/nwo/) zawiera prace wydane wcześniej: Urzeczywistnienie prawa do pełnego produktu pracy, (1906) i Nowa nauka o procencie, (1911).

[2] Doktryna Kredytu Społecznego została ogłoszona po raz pierwszy w 1918 roku , a później w 1923 roku na odczytach publicznych [1]. Douglas napisał też szereg książek m.in. Economic Democracy (Demokracja Ekonomiczna, 1919), Credit-Power and Democracy (Władza Kredytu i Demokracja 1920) Social Credit (Kredyt Społeczny, 1924, II wyd. 1933), The Monopoly of Kredyt (Monopol kredytowy, 1931), Warning Democracy (Ostrzeżenie Demokracji, 1934). Zasługą Douglasa było zwrócenie uwagi na sposób emisji pieniądza jako oprocentowanego długu, który prowadził do zadłużenia narodów bez względu na efekty ich pracy. Wręcz im więcej inwestycji podejmowali przedsiębiorczy ludzie, tym większy stawał się narodowy dług, bowiem fałszywa koncepcja równowagi budżetowej nie pozwalała uznać prawa narodów ani państw do emisji pieniędzy. Dzisiaj już łatwo stwierdzić, że prywatnym bankierom udało się niemal „zahipnotyzować” ekonomistów i polityków dwoma słowami: deficyt budżetowy. Dorośli ludzie przestawali myśleć słysząc te słowa i dopuszczali emisję pieniędzy wyłącznie jako rodzaj dłużnego zobowiązania, czyli zobowiązania do zwrotu całej kwoty (na dodatek powiększonej z czasem o odsetki). Taki stan rzeczy trwa nadal a prawo zabraniające emisji jest nawet wpisywane do konstytucji. Zamiast traktować pieniądz i jego emisję jako wyraz rosnącego majątku społecznego, rządy zaciągają pożyczki u bankiera, aby je później spłacać z odsetkami. To wszystko opisał Douglas i jego następcy i jest to ich wielka, niezaprzeczalna zasługa.


CZĘŚĆ I

[1] Por. Wojciech Morawski, Zarys powszechnej historii pieniądza i bankowości, Warszawa 2002, s. 92.

[2] Pojęcie parytetu gospodarczego zawdzięczamy Jerzemu Zdziechowskiemu (1880-1975), który określał tą nazwą dostosowanie kursu polskiej waluty do realiów polskiej gospodarki w celu zapewnienia opłacalności krajowej produkcji. Taką politykę kursową przeciwstawiał realizowaniu nadwartościowego kursu złotówki ułatwiającego jedynie wyzysk spekulacyjny. Reformy Zdziechowskiego przeprowadzone w latach 1925-1926, kiedy był ministrem skarbu, były niezmiernie korzystne dla Polski. Por. Jerzy Zdziechowski, Mit złotej waluty, Krzeszowice 2005, Wprowadzenie i komentarze aktualizacyjne Tadeusz Radwan.

W niniejszym artykule pojęcie parytetu gospodarczego dotyczy nie polityki kursowej, ale ilości pieniądza w relacji do ilości dóbr konsumpcyjnych obecnych na rynku.

[3] Por. W. Morawski, dz. cyt. s. 108.

[4] David Ricardo, The Hight Price of Bullion, Por. W. Morawski, dz. cyt. s. 109.

[5] Według opracowania Kazimierza Abramskiego, Prawdziwy kapitał, część I, Gdańsk 2003.

[6] Irving Fisher, The Pourchasing Power of Money, Por. W. Morawski, dz. cyt. s. 110.

[7] John Maynard Keynes, Ogólna teoria zatrudnienia, procentu i pieniądza, Warszawa 2003,  s. 30-31.


CZĘŚĆ III

[8] Cała historia ludzkości oraz literatury wszystkich epok dają świadectwo, że nie ma niewoli bardziej drażniącej i budzącej większą odrazę niż niewola u lichwiarza. Dwa i pół wielu minęło od tego fatalnego dnia, w którym holenderski uzurpator (mowa o Wilhelmie Orańskim przyp. tłum.)  zapłacił za tron, oddaniem Anglii w niewolę lichwiarzom. Za czasów Ryszarda II [...] lichwa była wyjątkową karą za szaleństwo, ekstrawagancję czy nieszczęściem lecz dziś stanowi nieodzowny warunek zaspokojenia najbłahszej nawet potrzeby. Nawet dziecko rodzi się dziś już dłużnikiem. To nie jest przesada, to niestety dosłowna prawda, a rządy w Anglii, bez względu na ich przynależność partyjną, choć wtrącają się jak nigdy przed tym do najdrobniejszych spraw obywateli, zgodnie uchylają się od odzyskania dla władzy państwowej tej najistotniejszej prerogatywy, jaką jest emisja pieniądza. Boją się one powiedzieć Shylockowi [synonim lichwiarza imię żydowskiego skąpca z dramatu Szekspira „Kupiec Wenecki”], że będzie mógł w przyszłości liczyć tylko na to, co mu się sprawiedliwie należy, i na nic więcej.

Christopher Hollis, Kryzys Pieniądza, Londyn 1944, Poznań 1999, s. 134. (Książka napisana w 1933 roku i wydana przed nacjonalizacją Banku Anglii w 1946 roku, dobrze wyjaśnia niechęć Anglików do utraty suwerenności finansowej, z czym wiąże się przyjęcie euro na obecnych unijnych warunkach).

[9] Pieniądz wyemitowany przez prywatne banki należy zalegalizować, stanowi on bowiem wynagrodzenie producentów użytecznych dóbr. Kwoty kredytów spłacone do tej pory przez kredytobiorców powinny pozostać własnością banków, na zasadzie umorzenia należności banku wobec jego klientów. (Bank byłby zwolniony z wypłaty klientom, kwot spłaconych już kredytów. Byłoby to formą „urealnienia stanu prawnego w stosunku do rzeczywistych stosunków gospodarczych poprzez zwolnienie dłużnika z obowiązku przymusowego spełnienia świadczenia, którego wierzyciel i tak nie dochodzi”).

Natomiast niespłacone zobowiązania kredytobiorców wobec banków należy anulować, wówczas kiedy kwoty spłacone przekraczają 3% (stopa obowiązkowej rezerwy bankowej) wartości kredytu netto, gdyż nie ma powodu, aby kontynuować przejmowanie społecznej własności przez banki. Byłoby to podobne do „strząśnięcia długów”, jakiego dokonał Solon w VI wieku p.n.e., ale trzeba pamiętać, iż w tym przypadku są to długi rzekome a nie rzeczywiste.

Należy także zlikwidować nadmierne zadłużenie obywateli wobec państwa (abolicja podatkowa), aby odbudować moralnie i finansowo polskie społeczeństwo udręczone deflacją. Powrót do emisji Pro Publico Bono z łatwością wynagrodzi państwu tę „stratę”, a uwolnione w ten sposób środki finansowe i tak zasilą gospodarkę bezpośrednio, (zgodnie z potrzebami ludzi i wymogami rynku). Por. Zasada anulowania długów, cz. I i II D, Demokracja finansowa Nr 7, http://www.demokracja-finansowa.org.pl/df07.html

[10] Obecna praktyka bankowej kreacji pieniądza prowadzona w Polsce jest sprzeczna z art. 227. pkt 1 Konstytucji R.P. Centralnym bankiem państwa jest Narodowy Bank Polski. Przysługuje mu wyłączne prawo emisji pieniądza oraz ustalania i realizowania polityki pieniężnej. Narodowy Bank Polski odpowiada za wartość polskiego pieniądza.

Zwolennicy bankowej kreacji utrzymują, iż twórcy Konstytucji mieli na myśli wyłącznie emisję znaków pieniężnych: monet i banknotów, ale nie jest to prawda. Zapis ten jest kontynuacją narodowej tradycji monetarnej wypracowanej w II Rzeczypospolitej.

[11] Oddala to osiągnięcie progu opisanego w art. 216 pkt. 5, Konstytucji R.P., który to zapis jest zresztą kuriozalny, podobnie jak ten zawarty w art. 220. Oba wyszczególnione artykuły zapisane w polskiej Konstytucji służą jedynie lichwiarzom i mają gwarantować ich interesy można je jednak zneutralizować poprzez właściwe zapisy ustawowe.




home


Dokument przekształcony na HTML

za pomocą Pajączek NxG Professional v5.9.1