Nr 21   * 3 maja 2013



  

Stanisław Adamczyk


WĘGIERSKA WIOSNA LUDÓW

Wojna o sprawiedliwe finanse a sprawa polska


(tekst ironiczny)



Węgry są od wielu lat pod obstrzałem Komisji Europejskiej, Europejskiego Banku Centralnego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Propaganda mediów głównego nurtu skwapliwie podchwyciła tezy postawione przez polityczno-finansową klasę panującą i krytykuje Viktora Orbana za „totalitarny styl rządów” i brak poszanowania dla demokracji.

Cóż takiego zrobił rząd węgierski?

Viktor Orban zrobił rzeczy naprawdę nieakceptowalne i z ideologicznego punktu widzenia jego rząd zasługuje na potępienie - ośmielił się wprowadzić u siebie rozwiązania chroniące własne społeczeństwo przed destrukcją moralną, demoralizacją i wyzyskiem. W swojej polityce używa najbardziej obrzydliwych dla eurokratów pojęć: naród, państwo i wartości rodzinne. W ocenie eurokratów te słowa już dawno powinny zniknąć ze świadomości społecznej. Orban ośmielił się zdefiniować w węgierskiej konstytucji małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny oraz przeznaczyć znaczącą część PKB Węgier na wspieranie rodziny.



Jednak nie to było najgorsze Orban chce, aby społeczeństwo miało udział w zyskach korporacji i banków działających na Węgrzech. Uderza w ten sposób w istniejącą strukturę władzy pieniądza, korporacji i mediów, a za to należą już mu się „naloty dronów”. Orban silnie sprzeciwia się globalistycznym zamiarom unicestwienia wpływu państwa narodowego na gospodarkę. Zamiast obciążyć własne społeczeństwo wysokimi podatkami nakłada podatek kryzysowy na globalne korporacje zarabiające kokosy w sektorze telekomunikacyjnym i sieciach handlowych. Zamiast na wzór Mario Montiego nałożyć na Węgrów podatek katastralny w kwocie 0,79% wartości nieruchomości, Orban nacjonalizuje węgierskie OFE i nakłada na banki podatek o wartości 0,7% obrotów i 0,1% od każdej transakcji giełdowej. Mało tego Orban wspomina, że zamierza przejąć kontrolę nad 50% sektora bankowego. Rząd RP dystansuje się od tak ohydnej praktyki opodatkowania biednego sektora finansowego (marne 16 mld zł zysku netto za 2012 r.) choć jest on wprowadzany praktycznie w całej UE.

Uważny obserwator zada tu pytanie - dlaczego podatek od transakcji finansowych nie będzie wprowadzony w Polsce skoro jesteśmy najlepszym uczniem UE i wzorujemy się na „najlepszych podatkowych rozwiązaniach unijnych” (np. podatek VAT na ubrania dziecięce)?

Jednak prawdziwym faux pas Orbana była odmowa zadłużenia się w Międzynarodowym Funduszu Walutowym i „atak na niezależność Węgierskiego Banku Centralnego”. Victor Orban jest pierwszym europejskim premierem, który ośmielił się zakwestionować zasadę niezależności banku centralnego. Zgodnie z obowiązującą doktryną niezależności banku centralnego - poziom bezrobocia nie ma znaczenia - liczy się tylko stabilność pieniądza. W efekcie „zamachu Orbana” do węgierskiej RPP wprowadzono „członków zewnętrznych”, którzy doprowadzili do „poluzowania polityki pieniężnej” stawiając tym samym interesy osób utrzymujących się z pracy najemnej przed interesami międzynarodowego kapitału.

Rząd Viktora Orbana zdecydowanie postawił na ochronę własnego społeczeństwa przed wyzyskiem ze strony międzynarodowych lichwiarzy i kombinatorów. Węgry są krajem, gdzie nie panoszą się bezkarnie „podejrzane biznesy” typu Amber Gold, czy Provident (nota bene, w Polsce Provident został dofinansowany przez OFE kwotą 200 mln zł). Najlepszym przykładem ochrony obywateli przed międzynarodowym wyzyskiem jest decyzja rządu Orbana dotycząca zamrożenia kursu walutowego forint/frank dla 1,3 mln węgierskich rodzin, które dążąc do zaspokojenia swoich elementarnych potrzeb zaciągnęły kredyty frankowe na zakup własnego mieszkania. Poniższe wykresy porównują straty finansowe rodzin na wartości zaciągniętych kredytów frankowych w Polsce i na Węgrzech.



Źródło: Artykuł „Węgry znów majstrują przy franku”, internetowe wydanie Gazety.pl z dnia 11 marca 2013 r.

Gdyby nie reakcja rządu Viktora Orbana rodziny węgierskie poniosłyby wskutek aprecjacji franka potężne straty. Pod koniec 2011 roku węgierski parlament przyjął ustawę, która „zamroziła kurs franka” na poziomie z 2008 roku (około 180 forintów). Wielkie banki podniosły wrzawę i poskarżyły się Komisji Europejskiej. Wszak to skandal, że rząd Orbana chroni rodziny, które powinny przecież zapłacić „dłuższym niewolnictwem finansowym” za swój brak umiejętności wróżenia z fusów i przewidywania „czarnego łabędzia” (przyszłego kursu walutowego forint/frank). Niedopuszczalne jest chronienie zwykłych obywateli przed zasadami wolnego rynku. Zgodnie z doktryną wolnego rynku rządy państw narodowych mają prawo zdejmować odpowiedzialność za konsekwencje złych decyzji wyłącznie z ponadnarodowych właścicieli dużych banków zagrożonych bankructwem. Następnie koszty takiego ratowania sektora finansowego należy upaństwowić i przerzucić na barki najsłabszych obywateli, żeby za konsekwencje błędów „banksterów” musieli do końca życia płacić podatki.

Na pełną pogardę zasługuje okoliczność, że rząd Orbana ratując tysiące rodzin przed „wyrzuceniem na ulicę” wprowadził moratorium na przejęcia i sprzedaż zadłużonych nieruchomości i negocjuje teraz z bankami warunki „przewalutowania na forinta” mieszkaniowych kredytów frankowych. Nie wiadomo jeszcze po jakim kursie CHF nastąpi „przewalutowanie” ale rząd Orbana zachęca banki do wzięcia na własne barki części strat wynikających z różnic kursowych w zamian za zmniejszenie podatku bankowego. Należy w tym miejscu przypomnieć, że wskutek spowolnienia gospodarczego i bezrobocia ponad 100.000 Węgrów zalega ze spłatą swoich kredytów o ponad 90 dni. Wartość „złych kredytów” wynosi na Węgrzech około 2,4 mld US$. Nota bene - rząd hiszpański wprowadził moratorium na przejęcia mieszkań przez banki dopiero po fali samobójstw. W okresie 4 lat banki hiszpańskie zdołały przejąć około 400 tys. zadłużonych mieszkań.

Victor Orban robi naprawdę poważny błąd zamiast kierować się sprawiedliwością społeczną powinien czerpać natchnienie z polskiego podwórka, gdzie zupełnie nie widzi się problemu obywateli poszkodowanych przez „dziki sektor finansowy”. Próżno na pomoc państwa czekają ofiary Amber Gold, które straciły ponad 500 mln zł. Zgodnie z obowiązującym obecnie w Polsce dogmatem wiary - teorią ekonomiczną rynku efektywnego i racjonalnych oczekiwań poszkodowani są sami sobie winni. Ofiary tego przekrętu są jeszcze dodatkowo skubane przez prawników wykorzystujących ich nadzieję na odzyskanie swoich oszczędności. Zgodnie z prasową propagandą jednego z ogólnopolskich dzienników państwo polskie nie ma ani środków finansowych ani kompetencji, aby ścigać takie przestępstwa. Po co w takim razie nam takie państwo?

Polski regulator (KNF) nie interweniował też w sprawie ochrony rodzin, które nabyły mieszkanie na kredyt frankowy wskutek „oszukańczej silnej perswazji” tzw. „doradców klienta”. Informowali on rzetelnie kredytobiorców, że nie opłaca się zaciągać kredytu w PLN ze względu na jego wysokie oprocentowanie, milczeli zaś o tym, że z taką transakcją finansową wiąże się wysokie ryzyko walutowe.

Oczywiste jest, że tzw. „doradcy bankowi” nie mówią też o tym, że znajdują się w sytuacji silnego konfliktu interesów, gdyż faktycznie są oni „zwykłymi handlarzami”, którzy za „wsadzenie klienta” na kredyt frankowy dostają od banku prowizję około 2% wartości transakcji. Dlaczego KNF i UOKiK nie zwróciły uwagi na takie praktyki? Dlaczego nie zabrania się oszustwa polegającego na używaniu przez sprzedawców kredytów budującego zaufanie tytułu „doradca klienta”? Konsument powinien być świadomy faktu, że rozmawia z agentem ds. sprzedaży agresywnie nastawionej bankowej spółki akcyjnej.

Nie ma wątpliwości co do tego, że udzielanie kredytów frankowych od roku 2007 powinno podlegać reżimowi prawnemu europejskiej regulacji MIFID (ang. the Markets in Financial Instruments Directive). Celem wdrożenia przepisów MIFID było zapobieżenie praktykom bankowym polegających na nadużywania zaufania klienta w sytuacji istniejącej asymetrii informacyjnej i negocjacyjnej. W przypadku zaistnienia takiego nadużycia banki realizowały nieuzasadnione zyski kosztem nieświadomego ryzyka klienta detalicznego. Jednym z celów MIFIDu była likwidacja nieuczciwej praktyki bankowej zwanej „drapieżnym pożyczaniem” (ang.: „predatory lending”). Drapieżne pożyczanie to oszukańcza praktyka bankowa polegająca na udzielaniu kredytów osobom bez zdolności kredytowej (czasami w sytuacji przymusowej) której ostatecznym celem jest ich wyzysk - działanie na szkodę klientów także przez nieuczciwe przejęcie kredytowanego dobra wraz z wszelkimi uiszczonymi do tej pory wpłatami.

Kredyt frankowy można uznać za „kontrakt na walutę” (katalog instrumentów podlegających MIFID). Bank przed udzieleniem kredytu frankowego powinien, w drodze specjalnej procedury, zbadać adekwatność tego instrumentu do poziomu wiedzy klienta. Bank powinien uzyskać pisemne oświadczenie kredytobiorcy, że jest on świadomy całego ryzyka związanego z kredytem walutowym. Czy banki udzielające kredytów frankowych zastosowały taką procedurę i mają tego dowody na piśmie? Jest to wątpliwe. Należy więc poddać w wątpliwość legalność tego typu umów.

Regulacje MIFID zostały wykorzystane przez niektóre polskie przedsiębiorstwa do uchylenia się przed niekorzystnymi skutkami prawnymi i finansowymi sprzedanych im przez banki toksycznych opcji walutowych (ang. „kill me later”). Skoro wielu polskim przedsiębiorstwom udało się wykorzystać MIFID do uniknięcia strat związanych z toksycznymi opcjami to dlaczego polskie rodziny mają ponosić odpowiedzialność za złą decyzję wynikającą z braku uczciwego poinformowania o ryzyku walutowym kredytu frankowego? Przecież dyrektor finansowy podmiotu gospodarczego podpisujący umowę opcji walutowej posiada wiedzę finansową na o wiele wyższym poziomie niż przeciętny konsument.

Każdy bankowy dealer walutowy wie, że precyzyjne długoterminowe przewidywanie kursu walutowego jest niemożliwe. Polski regulator (KNF) pozwolił, aby kredyty walutowe były zaciągane przez najsłabsze i najmniej świadome grupy obywateli, podczas gdy oczywiste jest, że kursem walutowym złotówki rządzą międzynarodowi spekulanci. Czy państwo nie powinno być przypadkiem odpowiedzialne za bezpieczeństwo finansowe swoich obywateli? Czy odpowiedzialne państwo powinno zezwalać własnym obywatelom na zadłużanie się w walutach obcych na zakup nieruchomości wiedząc, że w przypadku spowolnienia gospodarczego zagraża to rodzinom nabywającym mieszkania na kredyt a jednocześnie stabilności systemu bankowego? Czy NBP nie powinien stabilizować kursu walutowego? Dlaczego banki centralne Chin albo Szwajcarii mogą zamrozić kurs swojej waluty na poziomie gwarantującym realizację interesów gospodarczych swojego narodu, a Rząd RP pozwala, aby najsłabsze warstwy społeczne były „oddane na żer” międzynarodowej finansjery?

Czy Polska pójdzie drogą Viktora Orbana i przyłączy się do europejskiej „wiosny ludów”? Czas pokaże. Być może rosnące bezrobocie obudzi w końcu rodaków. Należy zrobić wszystko, aby się tak stało jak najszybciej.

Naprawdę polecam obserwację  „węgierskiej drogi do wolności finansowej”. Pomimo krytyki rozwiązania węgierskie są kopiowane przez coraz większą liczbę państw.


Stanisław J. Adamczyk                                                                                                                                Warszawa, 03 kwietnia 2013 r.



Dokument przekształcony na HTML

za pomocą Pajączek NxG Professional v5.9.4




home